And it's getting more and more absurd...)
W polityce...
- ... nie - nie dziś, dziś jest niedzie.. chociaż nie! – kraj się wali i trzeba to opisywać na bieżąco! (i spójnie) -
... w polityce, zatem, obserwujemy liczne sytuacje, w których goście mający władzę mówią rozsądne rzeczy i jednocześnie robią głupoty.
Zdarzają się sporadycznie takie, w których goście mówią bzdury, lecz robią w miarę rozsądne rzeczy.
Bywają też – i one są niestety (niestety - dla umysłu) najczęstsze – takie, gdzie z polityków wychodzi i w sferze słów i w sferze działania jakaś trudna do określenia mieszanka.
Dwa rodzaje przypadków są jednak wyjątkowo rzadkie w demokratycznych systemach: pierwszy to ten, kiedy politycy mówią rozsądne rzeczy i je wdrażają w życie. (Dysponujemy niestety bardzo skromną dokumentacją takich wydarzeń, zapewne z tego względu, że większość świadków nie przeżywa tego fenomenu padając na zawał serca spowodowany szokiem).
Drugi z tych specyficznych przypadków dotyczy facetów, którzy robią bzdury i tłumaczą je bełkotem, tak jak czyni to obecny polski rząd1,2. W większości w miarę ugruntowanych demokracji europejskich faceci tacy wylatują z hukiem po pierwszej kadencji (by powrócić po krótkiej, wietrzącej pamięć wyborców przerwie).
Wywiad, jakiego udzielił „Gazecie Wybiórczej” Michał Boni - minister, który na szczęście wydaje się mało robić i przez to mieć dużo czasu, żeby mówić - jest tego przypadku sztandarową, od ostatniego piątku, ilustracją.
Min. Boni zbyt szczerze jak na polityka – ale pamiętajmy: to jest wyjątkowo niekompetentna ekipa - opisuje jak on i jego koledzy nic nie rozumieją z tego co się dzieje, następnie nie uzyskują pojęcia o tym, co robić i jak potem to, o czym nie uzyskali pojęcia nieskutecznie wprowadzają w życie.
Pretekstem dla tego obrazka polskiej demokracji w akcji jest niesławna umowa - chyba tylko Papież Internetu wie czego dotycząca – ACTA. Boni ma do niej podejście typowe dla jednej z podstawowych kategorii demokratycznego wyborcy; podejście śmiertelnie niebezpieczne, dodajmy. „Ufam politykom", deklaruje taki wyborca, "ufam instytucjom, ufam establishmentowi - zwłaszcza unijnemu”. Minister tak też broni wcześniejszego rządowego poparcia dla ACTA: „Komisja Europejska i prawnicy resortów patrzyli na tę umowę. Ona w olbrzymiej większości dotyczy walki z podróbkami”.
Boni miałby pełne prawo tak się bronić - gdyby był zwykłym obywatelem. Obywatele są skazani na elity w takich przypadkach (jedyny zarzut wobec nich to zdawanie się na niewłaściwy rodzaj elit), gdyż system jest zbyt skomplikowany, by mógł go ogarnąć człowiek, który ma na głowie rodzinę, pracę, podatki, zamarznięty akumulator, oszronioną szybę i teściową - w sumie, jak mówi znane powiedzenie: "Obywatel ma święte prawo do bycia politycznym idiotą". Michał Boni nie jest jednak przeciętnym obywatelem, delegującym elicie trudne decyzje - on jest członkiem rządu i jako taki powinien, poza wszystkim innym, wiedzieć choćby to, że aktów prawnych nie ocenia się na podstawie arytmetycznego bilansu dobrych i złych zapisów3.
Chwilę potem, kiedy dziennikarka „Wybiórczej” pyta – sadystycznie – o farsę związaną z ustawą refundacyjną, pada jedna z pereł tego wywiadu:
„ -Proszę pytać osób, które za to odpowiadają”
- Pan pytał?
-Chciałem to wiedzieć, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz wyjaśniał. Jakoś nie było koncentracji na realizacji tego zadania”.
W tym momencie zaczynamy się zastanawiać czy jest mowa jedynie o nieogarniających sytuacji politykach czy też o klinicznych wariatach. Przypominamy sobie jednak jak w dość wczesnej części wywiadu min. Boni uspakaja rozmawiającą z nim red. Kublik, że raczej idzie o to pierwsze:
„Ale rząd traci zaufanie a ma jeszcze przed sobą trudne reformy.
- Nie ma świadomej polityki tracenia zaufania” 4.
W pewnym punkcie rozmowy, Boni - zauważywszy zapewne sam, że tak on jak i cały rząd ugryzł więcej niż potrafi przełknąć - decyduje się uciec w bezpieczną sferę meta-teorii i nierealnych, wielowiekowych planów (takich jak jego ulubiony: „Polska 3020”). Ponieważ tak szybko i sprawnie poradzono sobie ze wszystkimi innymi kwestiami, Boni proponuje zajęcie się niewinnym mega-projektem intelektualnym: „Ale powinniśmy z tego wszystkiego wyciągnąć lekcję, która polega na tym, że nie można stworzyć zapisu prawnego, który dotyczy tradycyjnej rzeczywistości, a trochę wchodzi w świat cyfrowy, bez przemyślenia, jak definiować problemy obszaru cyfrowego”.
Mniej więcej w połowie tak przebiegającego wywiadu oczekujemy, że po dewastującej krytyce własnego rządu i jego potencjału intelektualnego, Boni złoży uroczyście dymisję na ręce p. Kublik i zapowie, że dysponując takimi dowodami przeciwko własnej drużynie osobiście złoży wniosek o skierowanie jej przed jakąś komisję – dochodzeniową lub lekarską.
Tymczasem nie:
„Odpowiedzialność władzy polega m.in. na tym, by zidentyfikować błąd. Byłoby gorzej, gdybyśmy pełni pychy mówili: Cha, cha, nic się nie stało, ucichły protesty, bo jest mróz. Można było wybrać taki wariant i byli tacy, którzy suflowali takie rozwiązanie. Wybraliśmy wariant najtrudniejszy: przyznania się do błędu”.
I nie wiem jak wy, ale ja w tym momencie dałem się unieść wzruszeniu, podziwowi i wdzięczności – i nagle drobne niedoskonałości rządu Donalda Tuska zmalały do nieistotnych rozmiarów. A kiedy przypomniałem sobie to, co Boni mówił o swoim szefie kilka linijek wyżej, omal nie wybuchnąłem ze wzruszenia - i byłem święcie przekonany, że gdybym spotkał wtedy premiera, uścisnąłbym go pełen wdzięczności z całych sił … czy może udusiłbym? Te wszystkie emocje wywołują u mnie niebezpieczny zamęt – tracę spójność .... przepraszam, ale ...
Minister Cyfryzacji
Michał Boni
o wybitnym mężu stanu, Premierze,
Jego Ekscelencji
Donaldzie Tusku:
„Który z polskich premierów,
który z premierów na świecie!,
potrafił w tak trudnej sytuacji
powiedzieć:
Przepraszam?”
(to samo po cyfryzacji:)
1Który przebija wszystkich: robi rzeczy wołające o Trybunał Stanu i wygaduje bzdury sprzeczne nie tylko z elementarną logiką lecz nawet z euklidesową geometrią. Polska w ogóle produkuje niestety więcej tego typu polityków niż jest w stanie sama skonsumowaćx.
2Obiecałem opanować te drobiazgi po tamtej butelce Beaujolais – i opanowałem. (Tak jak przypuszczałem, rzecz polegała na kliknięciu jednej ikony ukrytej gdzieś przemyślnie na ekranie. Zauważam od razu, że ten typ odnośników nadaje tekstowi pewną gravitasy).
3ACTA to podobno 45 artykułów i łatwo można sobie wyobrazić: B: „Donald, mamy tu taką amerykańską umowę. Na 45 artykułów 32 są niezłe, 5 jest złych a ośmiu nie rozumiemy. Podpisujemy?” D: „Na czterdzieści pięć aż 32 dobre? – nie ma się co zastanawiać!”
4Następne dwie linijki:
- To skąd ten spadek?
- Przez złośliwy przypadek i naszą nieumiejętność.
xza Lordem Palmerston: „Bałkany wytwarzają więcej historii, niż są w stanie skonsumować lokalnie.”
yo gravitas w kontekście polskim – wkrótcez .
z ale serio – to zaczyna wyglądać jak praca naukoważ.
ż co nie?
