Kręcąc się po domu zdołowany tym (przecinek?) jak Brytyjczycy traktują to (przecinek? nigdy tego nie zapamiętam) co zostało z tej wspaniałej średniowiecznej instytucji, Izby Lordów przypomniałem sobie nagle rozmowę, którą przeprowadziłem przed kilkoma laty z biskupem kościoła anglikańskiego Michałem Nazir-Alim, jednym z lordów duchownych, w raczej skromnej kawiarni w południowej części Pałacu Westminsterskiego (widok na Tamizę kompensował brak przepychu).
Mój rozmówca zrezygnował z funkcji głowy diecezji Rochester w 2009 i stracił tym samym tytuł to zasiadania w Izbie Lordów, lecz miał jeszcze do niej przepustkę, kiedy się z nim spotkałem :) .
Rzućcie okiem na dotychczasowy życiorys bp Michała - jest nietuzinkowy.
Wysłałem ten wywiad gdzieś, ale nigdy nie został opublikowany. Czytając go teraz ponownie nie dziwię się - być może jest to po prostu zbyt przyjazna rozmowa dwóch chrześcijan, a nie materiał do prasy.
SEKULARYZM NIE JEST NEUTRALNY
Obsendorf: Rozmawiamy w Izbie Lordów, której członkiem biskup był do niedawna. Jest to instytucja, która ma zostać wkrótce
zreformowana. Jak powinna wyglądać?
Bp Michał Nazir-Ali: Niedobrze by
się stało, gdyby była w pełni wybieralna, gdyż byłaby wtedy kalką Izby Gmin.
Atutami izby wyższej powinny zawsze być doświadczenie i wiedza jej członków –
ma przecież analizować, kontrolować i poprawiać propozycje izby niższej.
Dlatego potrzebne jest jakieś kryterium, które by zapewniało, że zasiadać w
niej będą osoby wybitne i szanowane w swoich środowiskach, czy to będzie prawo,
czy medycyna, czy n.p. edukacja. Jeśli
idzie o wciąż gorąco dyskutowaną kwestię proporcji lordów mianowanych i
wybieranych, myślę, że układ 40% mianowanych i 60% wybieranych byłby dobrym
kompromisem. Ważna jest też w Izbie Lordów rola osób duchownych.
Czy nie powinni się wśród nich
znaleźć biskupi katoliccy?
Jestem za tym, lecz wiem, że – pomijając już
inne przeszkody - istnieje co do tego pomysłu pewien sceptycyzm nawet wśród
części biskupów katolickich. Jednym z warunków,
zrozumiałym zresztą, jest to, by byli oni mianowani a nie wybierani.
Kościół Anglikański jest kościołem
‘państwowym’ w Wielkiej Brytanii. Czy jest to do utrzymania? Do chrześcijaństwa
przyznaje się coraz mniej Brytyjczyków a sami anglikanie są - od lat - na krawędzi
rozłamu.
Tradycja i
kultura Judeo-chrzescijańska jest od początku podstawą tego państwa i
społeczeństwa, a te nie mogą
funkcjonować bez struktury moralno- ideologicznej. Przecież decyzje
polityczne są często także decyzjami moralnymi: kwestie takie jak ochrona życia
od poczęcia, utrzymanie specjalnej pozycji małżeństwa, eutanazja czy pomoc przy
samobójstwie (która jest obecnie na tapecie Parlamentu), są nierozerwalnie
związane z moralnością. A ta musi być na czymś oparta, nigdy nie jest
zawieszona w próżni. Jeśli odrzucimy to co stanowiło fundament od ponad tysiąca
lat, czym wypełnimy to miejsce? Bo coś z pewnością je wypełni.
Czyli obawia się biskup, że
odrzucenie religii - jak mówił G.K.
Chesterton - nie oznacza, że ludzie nie będą wierzyć nic, lecz, że uwierzą „w cokolwiek’’?
Więcej – sekularyzacja nie jest pozycją neutralną, jest ideologią i w praktyce określa się
często jako opozycja do konkretnych postulatów chrześcijańskich:
chrześcijaństwo domaga sie respektu dla ludzkiego życia zawsze i wszędzie – sekularyzm promuje aborcję i eutanazję; chrześcijaństwo broni specjalnej
pozycji małżeństwa – sekularyzm je podważa, itd. Powtarzam: przekonanie, że
światopogląd świecki jest neutralny jest błędne.
Czy podzielony Kościół, taki jak
anglikański, może skutecznie i wiarygodnie głosić i bronić tej zagrożonej
tradycji?
Jestem
bardzo zatroskany tym co się dzieje w Kościele Anglikańskim. Wydaje się, że
obecnie mamy w nim ludzi nie tylko o różnych poglądach, ale też o różnych
religiach - tak duże są rozbieżności. Pewnych poglądów nie można pogodzić z
chrześcijaństwem, co próbuje się robić w moim kościele. Nie można być buddystą
i chrześcijaninem; nie można być związanym z New Age i Chrześcijaństwem
jednocześnie; nie można nauczać Biblii i być zwolennikiem związków
homoseksualnych. Anglikanie, którzy mają ortodoksyjne poglądy nie mogą współtrwać w
jednym kościele z tymi, którzy wierzą, że można nieustannie i do woli
reinterpretować Ewangelię.
Jak jednak pogodzić specjalną, przynajmniej
formalnie, rolę kościoła chreścijańskiego w państwie z całym kalejdoskopem
wierzeń, ideologii, światopoglądów – czy nawet zabobonów - jego obywateli?
Uznanie specjalnej
roli tradycji judeo-chrześcijańskiejnie oznacza, ze ma się ona stać jedyną akceptowalną.
Przeciwnie – jej zachowanie jest gwarancją tolerancji dla innych. Dziś na
świecie jedynie w państwach, gdzie dominuje chrześcijaństwo osoby o innych
wyznaniach i światopoglądach cieszą się w
pełni wolnością i bezpieczeństwem. Chreścijaństwo bowiem z definicji podkreśla
godność każdej ludzkiej osoby i wymaga dla niej szacunku.
Czy w następstwie nieuniknionego
rozłamu, bardziej konserwatywni
anglikanie, do których biskup należy, zbliżą się do Watykanu?
Jest to
prawdopodobne. Zbliżenie na większą skalę może nastąpić na zasadzie:
‘’zjednoczeni, lecz nie wchłonięci’’. Anglikanie mają wartościową i pod wieloma
względami odmienną tradycję, choć oczywiście nie stojącą w sprzeczności z
katolicką. Jej poszanowanie byłoby z korzyścią dla katolików. M.in. oczekiwalibyśmy podtrzymania – i to nie tylko w
indywidualnych przypadkach – trwałego prawa kapłanów anglikańskich do
małżeństwa. Księża pozostający w celibacie wnoszą cenne rzeczy dla Kościoła,
lecz uznać należy również to co mogą wnieść kapłani żonaci, np. w zakresie
gościnności.
Od
dwudziestu lat pracuję w komisji, która zajmuje się dialogiem anglikańsko-katolickim
i smuci mnie, że to właśnie pewne kręgi anglikanów podważają naszą pracę i
zaprzepaszczają wiele owoców naszej pracy.
Książę Karol, zapowiada, że po
objęciu tronu zmieni tradycyjny tytuł „obrońca wiary” na „obrońca wiar”.
Tytuł
‘’obronca wiary’’ zostal nadany przez papieża królowi angielskiemu ...
Henrykowi VIII, jak na ironię...
... jako
zobowiązanie do obrony nie tylko dogmatów wiary , lecz także zasad i tradycji,
o których mówiłem wcześniej. Nie da się połączyć tego i n.p. „obrony” buddyzmu,
który w ogóle neguje realność osoby ludzkiej, czy Islamu, który nawołuje do
karania tych, którzy odejdą od niego. Rola jaką chciałby przyjąć książę Karol
pozbawiona zostaje wtedy sensu. Czym innym jest obrona wolności wyznania – z
tym jak najbardziej trzeba się zgodzić, pamiętając, iż uznając czyjeś prawo do wolności wyznania, nie musimy się
z tym wyznaniem zgadzać i mamy też prawo je krytykować, jeśli uważamy jego
elementy za nieprawdziwe czy nawet szkodliwe.
Jest biskup jednym z najczęściej
goszczących w mediach hierarchów. Jak można ocenić rolę brytyjskich mediów w kontekście, o
którym mówimy?
Głoszę od
dawna pogląd, że media zostały ‘porwane’ przez wąską grupę, której poglądy nie
odbijają w ogóle tego, w co wierzy większość. Jest to klika intelektualna,
która nie myśli kategoriami dobra ogółu, tylko promuje swoją, przeciwną lub w obojętną tradycyjnym wartościom, wizję. Jest to oczywiście część, bardzo
znacząca jednak, znacznie większego nurtu. Nie trudno zauważyć do czego on
prowadzi: rozwiązłość seksualna, alkoholizm i narkomania, brak szacunku dla małżeństwa, zupełne zaniknięcie pojęcia ‘dnia świętego’. Niedawno rozmawiałem z
politykiem, który stał na czele kampani mającej na celu zniesienie ustaw
ograniczających pracę w niedziele i powiedział mi, że była to największa
pomyłka w jego politycznym życiu.
Pochodzi biskup z Pakistanu, państwa
gdzie niepodzielnie panuje Islam. Dużo się mówi o społecznej roli tej religii w
Europie. Czy konkuruje ona z Chrześcijaństwem w sensie czysto
religijnym?
Islam i chrześcijaństwo są dwiema wielkimi religiami misyjnymi naszych czasów. I na
pewno istnieją sytuacje, w których natykają się na siebie w tym zadaniu. My musimy zaakceptować, że muzułmanie mają nakaz pozyskiwania dla swojej wiary innych i
mamy prawo oczekiwać tego samego z ich strony. Jak wiemy mają z tym problem. Trzeba
też odróżnić Islam jako religię od inspirowanej nim ideologii, która bywa
niestety agresywna i groźna.