Too much hasn't happened between us to rescue it...
(Of the Beatles, thinking apes and the Thinking Man's pet - soon)

Kto słuchał niedawno konferencji prasowej premiera Donalda Tuska dotyczącej m.in. stanowiska Marszałka Sejmu i kandydatury p. Ewy Kopacz wie już, że pewna komedia z nurtu 'poprawności politycznej', gatunek - feministyczny slapstick, weszła właśnie w życie.
Redaktor Kolenda-Zaleska zasugerowała, że w Sejmie jest potrzebna osoba, która będzie w stanie trzymać ten organ mocną ręką** i wyraziła wątpliwość czy p. Kopacz sobie z tym organem poradzi. Uwaga pani redaktor była uwagą partykularną, ograniczoną do jednej osoby, tak się tu złożyło, że kobiety a nie uwagą ogólno-płciową. Pan Premier, w swoim poprawnym politycznie pędzie, nie zauważył tego jednak i jak osioł wpadł na łeb na szyję (nic się nie pomogło, niestety) w wykopaną przez siebie i większość politycznego establishmentu pułapkę. „Jestem zdziwiony, że sugeruje pani, że kobieta nie potrafi mieć silnej ręki”, wszedł w nie mającą ani sensu ani celu ani końca uliczkę.
Brawo!
Właśnie o tym z pewnością marzyły wszystkie – całuję rączki pięknych Pań – aktywistki, działaczki, polityczki i ich męskie przydupasy, które od lat nieodpowiedzialnie nakręcały tę niebezpieczną, destrukcyjną i atawistyczną zabawkę i w ramach tego karygodnego zajęcia promowały m.in. bezmyślne parytetowe (i inne takie; nie śledzę tego z zapartym tchem, jedynie z zatkanym nosem) zapisy w prawie.
Bo że tak głupio się zrobi – pozwolę sobie jeszcze raz ucałować rączki Pań (a może Panien? Nie sprawdziłem. Jeśli panny są jeszcze na wydaniu - przepraszam) Manueli, Lidii, Kazi oraz starszych (i brzydszych) - Wiktorii, Grzegosławy (tej z SLD) i królowej balu, Donaldy – było od początku wiadomo.
*w kontekście odciągania czasu, uwagi i energii od ważnych, męskich spraw, jest to raczej tragikomedia.
**niezamierzone; słowo. P. Redaktor wyraziła to w innych, fortunniejszych słowach.
(ilustracja: nie pamiętam, ale gdzieś to już widziałem...)

Nadzieja dla p. Palikota kryje się w jednym – w jego bogactwie.
Bogactwo – mam na myśli takie, które pozwala przestać intensywnie myśleć o pieniądzach; a nie takie, które nie pozwala na nic innego - trwale i na plus wpływa na intelekt, zwłaszcza intelekt polityczny.
Nie możemy więc wykluczyć, że jego bredzący i bełkoczący jak na razie 'Ruch' przemówi kiedyś trzeźwiejszym głosem. Jeśli p. Palikot uruchomi swój intelekt polityczny (nie ten ideologiczny; ten ma b. niski), przypomni sobie kilka starych sloganów ze swoich dawnych, dobrych, PO-wskich czasów i zagoni tych wszystkich nieoświeconych, zaściankowych, folklorystycznych antyklerykałów, aktywistów gejowskich, transwestytów, niespójnych bojówkarzy najróżniejszej maści oraz Pana/Panią Annę Grodzką do walki o choć ździebko* mniej zniewolony rynek, ten śmieszny cyrk toczący się na pustych butelkach wódki z destylarni swojego duce może okazać się całkiem użytecznym idiotą**, jak to mawiają anglojęzyczni.
*skąd, do cholery, wraca do mnie to 'ździebko'?
**nie wierzę w to; będą dalej organizować krucjatę przeciwko Krzyżowi.
(Tak przy okazji: rzekomy klerykalizm, o którym trąbi Cyrk Palikota jest tak 'dużym' problemem dla Polski, jak ten Cyrk dla Kościoła).






- Teraz biegają po mieście wilki...
Dziewczynka patrzy w noc przez szybę Z-9. Krwiożercze bestie* mogą właśnie skradać się gdzieś na Cmentarzu Wolskim. W głosie małej nie ma strachu. Jest dziwnie dojrzałe pogodzenie się z życiem takim jakie jest. Jakie musi być.
- ... i atakują ludzi. Wiesz, mamo?
Zastygam. Czy kobieta wykorzysta tę szansę i da temu dziecku normalne dzieciństwo?
- Kochanie, w Warszawie nie ma wilków. Wilki żyją daleko, daleko - gdzieś w lasach. I nam nie grożą.
Wszystko zepsute.
Wszystko? Może jednak powiedzieć dziewczynce, że co prawda nie ma tu całych watah, ale jest wilk? Ten jeden. Ten który co miesiąc, po zachodzie słońca a przed wschodem, pożera mężczyznę, kobietę, dziecko i polityka. W tej kolejności. I zostawia tylko jedną kość. Zawsze inną. I że ludzie i politycy będą znikać w niewyjaśnionych okolicznościach przez wieki może jeszcze (bo to nie jest zwykły wilk), dopóki policja nie ułoży z tych kości i kosteczek całego kościotrupa. Ale policja nie doszła jeszcze do tego. I nie dojdzie do tego jeszcze długo...
Decyduję się. Odwracam głowę w stronę małej. Napotykam jej wzrok i ... nic nie mówię.
Ona to wie.
*nie wierzę specjalistom, kiedy zapewniają mnie, że nigdy wilki bez ważnego powodu same nie rzucą się na mnie - widziałem w swoim życiu na własne oczy zbyt wiele filmów.
(the picture: Dark Forbidden Apple Night Wallpaper from layoutsparks.com)
Rozmawiałem
niedawno o agresywnym i nieuczciwym marketingu z pewną kobietą, która – gdyby studiowała – byłaby studentką Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Kobieta podkreślała potrzebę dokładnego czytania drobnego druku umów, np. dotyczących zakupu bezprzewodowego internetu (dlatego go nie ma). Dowiedziałem się, że radzi sobie sprawnie z niezapowiedzianymi akwizytorami (kiedy odmówiła podpisania kontraktu i facet próbował naciągnąć ją na 'zwrot kosztów podróży', dostał kopniaka w tyłek.
(Znam jednak trochę tę panią i jestem pewien, że nie dobarwiła tej historii: gość musiał dostać z główki, po czym nastąpiło – w stosunkowo krótkim odstępie czasu - uderzenie w krocze; ale mniejsza z akwizytorem – może taki będzie z tego pożytek, że nie dotrze do urny, by zagłosować na Platformę :O!).
Od bezprzewodowego internetu poprzez znakomite garnki doszliśmy naturalnie do demokracji. Pani powiedziała, że kupuje u Tuska.
Nic - nic, nic a nic - nie rozumiem.

Inaczej mówiąc: mogę ganiać idiotów po lesie. Mogę być ganiany przez nich po lesie. Idioci i ja możemy być wyrzucani z lasu przez gajowego. Ale dyskutować z nimi i zapraszać ich do sterowania państwem?
Wolne żarty.
*nie - nie bawię się w oddawanie pustych kart, bazgranie po nich, darcie ich, itp. Po prostu nie bawię się, bo to nie jest zabawa.
(the picture: http://www.flickr.com/photos/jeridaking/481261830/)

But most importantly – I had to revise my mature - and naive, it turns out now - view on humankind: when I checked my pockets, they were still full of all sorts of cash!*.
*Actually, I'm wondering now: where did that cash come from? Had my prejudice against people been that wrong? Or I had simply earned the money and just happened not to have met anyone on my way?
(the painting by Ria Hills, via dailypainters.com)
