Monday, 30 April 2012
Summer wine
Sunday, 29 April 2012
Poznaj Boga, poznaj siebie
Pierwszy jednak krok na drodze badań etnograficznych zrobił francuski jezuita Józef Franciszek Lafitau, działający jako misjonarz wśród Indian Kanady w pierwszej połowie XVII w. Ojca Lafitau, który miał wykształcenie klasyczne, musiało uderzyć podobieństwo między wieloma obyczajami starożytnych i jego czerwonoskórych owieczek.
Rezultatem była słynna praca „Moeurs des sauvages amériquains, comparées aux moeurs des premiers temps” (1724) (Obyczaje amerykańskich dzikich, w porównaniu z obyczajami najwcześniejszego okresu). Dla niego prymitywne ludy to już nie "barbarzyńscy" czy "żyjące kurioza", lecz dla niego to ludzie, odzwierciedlający w swym sposobie życia stopnie kultury , przez które sami przeszliśmy. Z czasem ten punkt widzenia przyjął się w kołach historyków.
Bastian brzmi – na pierwszy rzut oka [niekonsekwencja zamierzona – dla większego efektu stylistycznego] - jak ostrzeżenie, żeby unikać sytuacji, w których cały świat pod względem intelektualnym i fizycznym nie jest nam obcy, jeśli nie jesteśmy Arystotelesem, Akwinatą; lub przynajmniej Leibnizem.
Autor uważa postrzeganie pierwotnej wiary w jedynego boga, złączonej z pojęciem o ojcu w niebiesiech jako wyłonionej z pamięci o pierwotnym objawieniu za punkt widzenia oparty na osobistym poglądzie na życie, który nie podlega naukowej dyskusji. Na jakiej podstawie można jednak odrzucić taki punkt widzenia jako nie podlegający naukowej dyskusji? Przeoczmy na moment (jak ja, w pierwszej wersji tego wpisu) wszystko to, co naukowo wskazuje na objawienie (jakie inne rzekome wydarzenie, w które wierzy praktycznie cały naród, i którego wiarygodnie szczegółową pamięć zachowuje jest przez naukowców tak łatwo odrzucane jako fikcyjne?) i zauważmy jedynie, że nauka częściej chyba rozwijają nowe teorie i zakłada istnienie nowych bytów [7] dlatego, żeby wyjaśnić coś, czego nie potrafili zrozumieć za pomocą dostępnego im dotychczas intelektualnego i ontologicznego arsenału - a nie dlatego, że pewne empirycznie potwierdzone zjawiska same ułożyły się w intelektualnie spójną całość, lub dlatego, że nowe dane same zgrabnie ułożyły w definicję nowego bytu.
A jak wyjaśnić to, że ten sam Bóg może i tworzyć i niszczyć, być i gniewny i miłościwy, i delikatny i przerażająco potężny? Odpowiedź jest w tej samej księdze i kto miałby to lepiej zrozumieć niż my: Bóg stworzył człowieka, na swoje podobieństwo stworzył go. (Rdz 5, 1)
Friday, 27 April 2012
Ferrari. Making the world a better place
Terminy kluczowe: PZPR, 599 GTB Fiorano, Syndrom Totalnego Doceniania Piękna (STDP), koszerność*
Kiedy przechodziłem wczorajszą rozkoszną (praktycznie już) majową nocą** obok dawnego budynku Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zostałem brutalnie napadnięty przez piękno***;
Straciłem wiarę
Nie jestem jeszcze zupełnym przeciwnikiem idei państwa polskiego. Być może warto by kiedyś ten pomysł poważnie i sumiennie wypróbować. Lecz jeśli ktoś się kiedyś na to zdecyduje, nie będę się tym zbytnio ekscytował.
Bo nie o niepodległe państwo w Polsce chodzi.
(I hate to say this - but) I'm right
Wednesday, 25 April 2012
It's in the eye, somewhere; (plus: sin seen on skin?)
I can confirm now the old truth (I think it is an old truth, isn't it?) that the worst visible effect of sin is on the eyes.
By the way, I'm sure the incidence of sin would be slashed by, say, half if it showed on your skin (or maybe it does*?)
Regardless of what they'd do and irrespective of their influence (if any) on the final decision, the anti-globalists would be spreading it on thick via leaflets and stuff on YouTube assuring us that Heaven is in the pocket of Procter&Gamble, Colgate-Palmolive and Dr Irena Eris.
(pictures - top: photoblog.nicubunu.ro; bottom: sen-sennik.pl)
Tuesday, 24 April 2012
Beautiful AND Dumb
But let me finish on a lighter note: the song followed me for most of the day and I genuinely tried to get to the hidden depths of Heaton's lines. Especially the one about the labrador and the sun; but the telescope bothered me too. So I kept digging and digging until I dug it: It was me who was being dumb.
"I Would Do Anything For Love (and I WILL Do That)"[1]
Psychologowie ze starego kontynentu postanowili wykorzystać tę okazję, by rozpocząć psychoanalityczną kolonizację Ameryki. Wykłady Freuda i Junga przyciągnęły wielu wybitnych lekarzy, naukowców i filozofów, m.in. Jamesa Jacksona Putnama i Williama Jamesa.
[...] Sporadyczne aluzje Stanleya Halla, sugerujące, że James jest intelektualnym zerem, skoro interesują go takie sprawy, drażniły Junga.[3] (Reakcja Junga świadczy oczywiście bardzo dobrze o jego naukowych - i w ogóle umysłowych - standardach).
Co nie było to chyba zbyt trudnym zadaniem, jak sugeruje załączona przez McLynna ilustracja:
Let's cooperate
The young female sped up and cycled past me with a whiff of her .... whatever. I barely managed to catch her profile.
(Earlier someone talked about drawing life out of the young ones; not vampire-style though, he added).
"Hey, you!", my surpressed shout didn't go after her, "Stop!"
"Girl!", I started waxing lyrical, relieved - my image! - that there was no guitar in sight, "You've got that thrilling core of life I so badly need [verse 1]"
"But [intro to chorus; quite high] I have something that you may find exciting one day too:
the wisdom to be later what you are now -
[chorus; going even higher and finishing abruptly on A-minor]
The wisdom to be young (when you're old).
Oh, yeah! baby..."
[guitar solo; a good one]
So, for youth's sake, let's cooperate!*"
*not sure what to do with this line; it's going to be either the first one of Verse 2 or repeated throughout the song by backup vocals.
picture (as seen in the picture): dreamstime.com
Sunday, 22 April 2012
everything has(n't?) happened yet
Oh, the blessed stage in your philosophico-emotionalo life when you’re wise enough to say to yourself (with conviction) a mere ‘But I guess the Dominicans wouldn’t like it’ to drop a thought that otherwise might lead you to some more embarrassing fallacy!
( – say, a suicide)
Saturday, 21 April 2012
Speaking of...
We spoke of a young couple from the Southern Italy who went to heaven and wanted pizza (and they'll get it).
I thought of tits in paradise (and I'll see them; if...).
The dogs that I walked made me think of dying.
So the provisional conclusion is that this life is bloody beautiful in Naples. And then you die.
PS No, that's not that. To be continued :)
Friday, 20 April 2012
A classic piece (of a gravestone)
Follow the dogs (down)! - and, somehow, survive.
Only just.
Good Grace (Kelly)!
Thursday, 19 April 2012
Jego, bardzo wielka, wina

Tak, przyznaję: mam obsesję na punkcie Boga, ale to jego wina.
Gdzie się nie ruszę wpadam na niego (jakby mnie śledził. A może to on ma obsesję na moim punkcie?)
I nie mówimy o taniej religijnej egzaltacji, lecz o racjonalnym, ale wielce intoksykującym (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) cocktailu empirii i filozofii na bazie wysokoprocentowej egzystencji.
Oto moje 6 ścieżek do Niego; plus siódma – obejmująca wszystkie inne.
Życie – Bóg
Intelekt – Bóg
Miłość – no chyba nie ja?
Szampan – Bóg i mnich
Truskawka – Bóg
Atom – kto, jeśli nie Bóg? (taak, taak - atom sam się zrobił... już to widzę).
Coś jeszcze? – Bóg.
Więc to wszystko jego wina; w ogóle to wszystko jego i nie ma... sorry - i jest o czym mówić.
PS Jeśli przez chwilę, któryś z czujnych ateistów lub agnostyków (Oskar - zrozumiałeś lub uwierzyłeś już?) myślał, że nie jest to wywód zachowujący wysokie standardy filozoficzne, to się mylił:
Zło - nie Bóg; może ja?
In Egypt
Ogłaszam się Egzegetą Popu.
Wspominałem ostatnio (Pascha) pobyt moich przodków (jestem potomkiem Abrahama) w Egipcie i pomyślałem... - ale o tym wkrótce. Na razie soundtrack z tej myśli.
Dziewczyny odsuńcie się, próbuję się ogolić!
Wednesday, 18 April 2012
Give Chopin a Break!


Let The Second Never Come True

.jpg)

-2011-web.jpg)






