
Zrobiło mi się wczoraj prawie żal mojej najmniej ulubionej polskiej gazety*, kiedy przeczytałem podtytuł głównego tekstu
Wybiórczej. Choć nie mam ani krzty sympatii dla skompromitowanego wielokrotnie największego w naszym kraju dziennika, przykro jest widzieć jak oprócz standardów etycznych idą w dół te rzemieślnicze. "
Jeśli jego miejsca nie zajmie ktoś równie utalentowany w zbrodniczym rzemiośle to zagrożenie terrorystyczne zmaleje", napisał na pierwszej stronie Jagielski (lub dorzucił mu to jakiś przebojowy redaktor dyżurny).
Za taką linijkę, po zabiciu najsłynniejszego i najskuteczniejszego terrorysty wszech czasów, powinni kogoś w redakcji wysadzić w powietrze. (Tytuł zresztą - podobnie jak towarzyszące tekstowi zdjęcie - był też beznadziejny: "Świat po Osamie". Czy Agory nie stać na przejęcie kogoś z reklamy do wymyślania nagłówków czy po prostu są skąpi?)
W innym kawałku w tym samym numerze przemęczony, co zrozumiałe, Jagielski nieodpowiedzialnie lub niefortunnie twierdzi, że "[Bin Laden]
stał się jednym z najgłośniejszych przywódców współczesnego świata Islamu". Duży błąd. Bardzo ważnym aspektem jego kariery było to, że - często hipokrytycznie - wszystkie ważne środowiska islamskie odcięły się od niego oficjalnie. Mógł być dla wielu bohaterem lub symbolem, wielu Muzułmanów mogło mu po cichu lub głośno kibicować, lecz na szczęście - i to należy docenić - nie został nigdy przywódcą.
Określenie go w ten sposób i porównanie go do Nasera lub Chomeiniego jest nie fair wobec Islamu i byłoby - gdyby gazeta Jagielskiego miała większe wpływy (na szczęście nie ma) - wymiernie szkodliwe, gdyż stanowiłoby, niezamierzone zapewne, pomniejszanie ważnego dla Islamu i Zachodu moralnego i psychologicznego sukcesu.
Uwagę od Jagielskiego odciąga jednak sam naczelny. W swoim komentarzu Michnik przygotowuje chyba grunt pod swoją beatyfikację, której są pewne - założę się - zastępy wielbicieli tego wielkiego autorytetu moralnego, męża stanu, guru i w ogóle. "
Nie należy się cieszyć z niczyjej śmierci ...", zaczyna świętoszkowato a kończy mdło: "
nie powinno się mówić źle o zmarłych, ale ...". Czy poproszono go, żeby napisał wstępniak do gazetki jakiegoś kółka różańcowego, który przez pomyłkę trafił na pierwszą stronę jego własnego dziennika?
Nie upieram się, że moja propozycja - "Dorwali skurwiela!" - byłaby idealna, ale na pewno lepsza. A przecież wystarczyłoby, żeby Michnik poprosił starego kumpla, Urbana o pomoc i wczorajsze wydanie nabrałoby rumieńców jak obaj wybitni dziennikarze po wspólnie obalonej butelce wódki.
Tymczasem
Wybiórcza oprócz tego, że jest obrzezana (w czym naturalnie nie ma niczego złego) wydaje się jeszcze być wykastrowana.
*już prawie skłamałem: z wyjątkiem
Naszego Dziennika, przy którym
Wyborcza to ideał dziennikarskiej sumienności