
Warszawa jest wspaniałym miastem; miastem najważniejszych instytucji kraju, przedstawicielstw innych państw, uniwersytetów, stowarzyszeń naukowych, kulturalnych, edukacyjnych; jest miastem kilkuset kościołów, tysięcy księży i setek tysięcy wiernych.
Jest miastem - oprócz wielu innych, mniej ciekawych - ogromnej rzeszy mądrych, wrażliwych, kulturalnych ludzi, w tym wielu wspaniałych nauczycieli, psychologów i wychowawców; ludzi, którzy starają się podnieść standardy życia społecznego i troszczą o właściwe, 'zdrowe' wychowanie dzieci.
W samym środku tego miasta, zajmując połowę ściany dużego bloku, bije w oczy wulgarna, prymitywna i demoralizująca reklama. Wiedząc to co wiem o Warszawie i o Warszawiakach, założę się, że szybciej niż te majtki ściągnięta zostanie ta reklama.
Wygram?
PS Właśnie znalazłem kilka budujących informacji o reakcji na ten śmieć. Kampaniespoleczne.pl zamieściły tekst P. Lenarczyk "Opuszczone majtki znów w reklamie". Zaczyna się tak: Kobiece nogi w lekkim rozkroku, zsunięte na wysokość łydek czerwone koronkowe majtki - tego typu obrazki kojarzą się z ulotkami agencji towarzyskich.... a kończy wyjątkowo trafnie: ... [jest to kampania, w której] jedynym sensowym wyodrębnieniem targetu wydaje się być hasło „sprzedajemy prostakom”.
Jest też coś na facebooku, u feministek (Siostrzyczki! Jestem z Wami!) i w intelektualnie wysublimowanej Frondzie.
Reakcja na to gówno jest jednak oczywistością. Dobrze wiedzieć, że ta oczywistość się zrealizowała, lecz jesteśmy chyba ambitniejsi niż 'oczywistość'? Naszą (chyba, że jesteśmy prostakami i reklama do nas trafia) ambicją powinna być skuteczność. Nie wiem jak Wy, ale ja piszę (i tym razem nie do kogoś, kto już ma serdecznie dosyć mojej auto-reklamowej kampanii): gabinetprezydenta@um.warszawa.pl, poczta@srodmiescie.warszawa.pl