
Najbardziej fascynujące w filozofii i nauce jest tym co jest religijne. Przekłada się to na ideologię, która z kolei jest zaangażowana w politykę, tę naukową i inną (bo w nauce nie ma debat. Jest tylko mówienie swojego, walka o władzę i nagłe, niewyjaśnione przełomy). Tak naprawdę jednak w największych filozoficznych i naukowych dysputach idzie o religię.
Spotkały mnie ostatnio trzy ciekawe rozmowy: jedna dziś na fb z mężnie broniącym materializmu kolegą z roku; druga w sobotę, z Sajgonem - o różnych życiowych sprawach niezwiązanych z dualizmem (i Sajgon i ja zgadzamy się co do jego zasadności, mówiliśmy więc innych kwestiach, m.in. o ekstremalnym eksperymencie Sajgona – ostrej mieszance by-passów, palenia i picia); i ostatnia - ze starszym kolegą ze studiów filozoficznych; jako skromna odnoga dualistycznej dysputy, tym razem rozgrywającej się w Pawilonach.
Mój ostatni rozmówca był umiarkowanym sympatykiem filozofii analitycznej. Powiedział, że zgadza się z nią, że pierwotnym sposobem naszego postrzegania rzeczywistości jest fizyczny (choć – z tego co wiem – nie wszyscy analitycy podzielają ten pogląd). Nie zgodziłem się z nim. Metafizyka, odpowiedziałem, pojawia się u nas ludzi równocześnie z fizyką. I ma prymat.
Zaproponowałem przyjrzenie się banalnej sytuacji: spotykamy drugiego człowieka. Jest piękny, ma rozpuszczone włosy i intrygujące oczy, urzekającą bluzkę w zielone kwiat … mniejsza z tym - spotykamy człowieka. Od razu wiemy, że to osoba. Ktoś kto ma ciało, jakąś wiedzę, poglądy, uczucia; kto może nas za chwilę polubić lub nie (może już nas lubi lub nie); kto może czegoś od nas chcieć.
Fizycznie dostrzegamy jednak w pierwszym momencie tylko to pierwsze. Co więcej - nic innego nie jesteśmy wstanie dostrzec w ten sposób. Skąd więc wiemy aż tyle? Ponieważ zaangażowaliśmy metafizykę: dokonaliśmy z miejsca metafizycznej klasyfikacji tego co widzimy jako ‘osoba’. I stąd nasza ogromna, natychmiastowa wiedza o tym co widzimy. Jak ten pierwszy moment spotkania wyglądałby z fizycznego i czysto materialistycznego punktu widzenia? Skromnie.
Pojęcie ‘osoby’ jest nieznane fizyce. I nie może być znane. Jak może być poznane przez coś co odbiera jedynie fizyczne bodźce? Jak nasz fizyczny mózg, który działa na zasadzie elektronicznej mógł dojść do idei, która zawiera zamiary, wiedzę, poglądy polityczne, uczucia? Nie mógł. Wymagałoby to przeskoku kategorialnego wykraczającego poza to co uznajemy dziś za możliwe, logiczne, racjonalne. Nie ma przeskoku z elektronu do emocji, z atomu do aspiracji, z prądu do prawdy.
Jak to więc możliwe, że taki przeskok jest proponowany poważnie a nie jedynie jako Gedankenexperiment i – co znacznie gorsze – nauczany poważnie? I tu dochodzimy do sedna sprawy: materializm, naturalizm i redukcjonizm są stanowiskami ideologicznymi. I to agresywnie ideologicznymi. Agresywne ideologie mają to do siebie, że potrafią śmiało iść do przodu po trupach tego co możliwe, logiczne i racjonalne. Za cenę przemilczeń, przekłamań lub nawet - dla idei! - ordynarnych kłamstw. Te, o których mowa bez skrupułów więc przyprawiły gębę ich konkurentowi: stanowisko, które jest zgodne z doświadczeniem, z tym jak żyjemy, z logiką i z intuicją przedstawiają jako nienaukową, religijną fanaberię.
A jest dokładnie odwrotnie: materializm jest zakładającym klapki na oczy kultem - i wiemy jakiego cielca ma za boga, choć nie wszyscy jego wyznawcy zdają sobie z tego sprawę; dogmatyka nie jest słabym punktem wyłącznie dzisiejszych chrześcijan.
To odwrócenie pozycji jest największym naukowym szwindlem wszech czasów. (Ale ma zbyt dużo dziur, by nie przebijało się trochę światła. I przebija się - patrz: Karl Popper, John Eccles, Charles Sherrington, Francisco J. Ayala, David Chalmers, Paul Davies, John R. Gribbin, a teraz Raymond Tallis; arystotelicy i tomiści czekają już naturalnie na szczycie na resztę*).
To, że niektórzy chcą propagować tę materialistyczną niedorzeczność i dołączają do sekty, bo wynika to z ich świadomie przyjętych dogmatów to jedno. Jak jednak wyjaśnić, że tak wiele niekoniecznie dogmatycznych ludzi na nią się nabiera?
Angielski poeta, lekarz i filozof Raymond Tallis określa sprowadzanie skomplikowanego życia ludzkiego do zjawisk i procesów materialnych jako ‘na szczęście prosty błąd’, który – podobnie jak teoria Marxa – miał upraszczać świat, dawać prosty wzór jego interpretacji; błąd, który – Tallis ma taką nadzieję – może też zostać łatwo skorygowany (ma w tym pomóc jego nowa, mająca się ukazać w przyszłym miesiącu książka „Aping** Mankind: Neuromania, Darwinitis** and the Misrepresentation of Humanity”).
Prostszy błąd nie musi niestety oznaczać bezpieczniejszego błędu. Może jest to błąd tak elementarny, tak fundamentalny, że łatwiej dostrzeże go dziecko niż naukowiec? Naukowiec, którego kłopot nie polega na tym, że założył uznanie jedynie tego co może być zaobserwowane, lecz na założeniu, że można uznać tylko to co da się zaobserwować jego narzędziami. Naukowiec, który był indoktrynowany od samego początku i jest teraz wytresowany tak, jak wg niego są wytresowane*** nasze połączenia mózgowe, by reagować strachem, radością, smutkiem czy śmiechem na pewne kształty, zapachy i dźwięki (bo przecież nie idee, myśli, zdania - tych przecież mózg nie odbiera a tylko on odbiera, czyż nie?).
A za naukowcem podąża zaślepiona jego ‘nauką’ owieczka****.
Jak przekonać kogoś, komu podano ten błąd za młodu i kto go ufnie połknął i przyswoił? Wydaje się to niewykonalne. Ale zawsze można się modlić. Co przecież właśnie robię.
PS Już intuicja podpowiada, że redukcjonizm idzie w złą stronę: nasza wiedza i doświadczenie odsłaniają coraz bardziej skomplikowany obraz nas samych i świata. Dobra teoria powinna zatem komplikować a nie upraszczać.
*przypomniało mi się w związku z tym to, co powiedział pewien fizyk zaangażowany w badania dotyczące ewentualnego początku wszechświata, po tym jak jego nauka doszła do Wielkiego Wybuchu: „Mieliśmy takie uczucie jakbyśmy po setkach lat ciężkiej wspinaczki dotarli wreszcie na szczyt, z którego mieliśmy zobaczyć więcej niż ktokolwiek do tej pory … a tam czekali na nas uśmiechnięci i wpatrzeni w dal teologowie.” (Twórcą teorii Wielkiego Wybuchu jest – jako ciekawostka - belgijski duchowny katolicki i fizyk, Monsignor Georges Henri Lemaître)
**Aping: tutaj zapewne neologizm: umałpianie; Darwinitis: -itis - zapalenie, choroba jak w meningitis i laringitis***A ta tresura wg naukowca to właśnie 'my'.
**** Dziecko stoi obok i powinno się śmiać, ale jest smutne.
*****wróciłem na moment. Wszystkie sytuacje związane z obroną dualizmu są stanami absolutnej wyższej konieczności. Wrócę jeszcze jutro w sprawie czerwonych, ażurowych majtek.