
Trudno sobie wyobrazić, że polska demokracja
przetrwa obecny/nadchodzący kryzys w swoim dzisiejszym kształcie - jeśli w ogóle przetrwa*. Obserwując jej konwulsje - które niestety wstrząsają także mną - wpadłem na pomysł prostego ulepszenia. Nie uratuje ono może systemu, lecz uczyni jeden jego aspekt strawniejszym.
Proponuję, żeby w kampaniach wyborczych wymusić - oddolnym, obywatelskim wysiłkiem - absolutny zakazaz wykorzystywania czegokolwiek co nie jest konkretną propozycją ściśle określonych i dokładnie opisanych działań lub projektem ustawy. Złamanie zakazu pociągałoby za sobą natychmiastowy odstrzał - w imię dobrze rozumianego patriotyzmu.
Ulotki, plakaty, billboardy, wszystkie publiczne wypowiedzi polityków - i nie tylko - nie mogłyby zawierać żadnych sloganów, żadnej niepopartej wyliczeniami retoryki.
Wszystko co byłoby mówione i pisane w ramach kampanii musiałoby posiadać certyfikaty jakości wystawione przez co najmniej czterech ekonomistów, trzech prawników, dwóch konstytucjonalistów i jednego przedstawiciela Szkoły Austriackiej lub Public Choice, którzy swoimi głowami gwarantowaliby elementarną spójność i wiarygodność propozycji; sam kandydat stawiałby na szali nie tylko swoje życie, lecz także swoich krewnych, znajomych i sąsiadów w promieniu 1 km.
Specjalne, uzbrojone po zęby komitety czujnych i mających już tego wszystkiego po dziurki w nosie wyborców pilnowałyby intelektualnego porządku...
- Dokumenty proszę. Dziękuję. Co tu mamy? "Projekt zmian w sposobie naliczania... albo - zryczałtowania albo - a co tam! - likwidacji podatku dochodowego", 25 stron (skreślone), nie - 5 stron; 224 strony wyliczeń. Przechodzi.
- Tam idzie jeszcze kilku!
- Faktycznie. Rozmnażają się jak króliki po deszczu w ciepły dzień.
- Halo! Obywatele politycy! Proszę, proszę tutaj! Śmiało, śmiało! Co my tu... - no, proszę... chole... proszę mi to dać! - mamy... (Ty, łap tamtego!) ...hmm... "Projekt ustawy o zniesieniu ustawy o szkolnictwie i wycofania się - w końcu! - państwa z robienia zamieszania w edukacji niewinnych dziatek."
- Nie ma żadnych wyliczeń...
- Bo to proste jak drut. Przechodzi!
- A tu? "Jutro bez obaw"?
[bang!]
- "Polska zasługuje na więcej"...
[bang!]
- Co?? "Zrobimy więcej"?? Nie - dziękujemy! ... a weź pan ode mnie te łapówkę! My mamy wyższe standardy!
[bang!]
- Patrz! Ilu ludzi się zebrało.
- I jacy wzruszeni...
- Obywatele! Pamiętajcie - droga do lepszego jutra jest wybrukowana solidnymi liczbami! ... co? ... cholera, faktycznie, to był slog..
[bang!]
*nie jest to oczywiście wielkie zmartwienie dla anty-demokraty, lecz jest dla konserwatysty, który woli, żeby systemy ewoluowały lub były zmieniane z minimalną ilością wstrząsów; na wstrząsy tymczasem się zapowiada.
(ilustracja: copywriting.pl)