Monday, 9 May 2011

Katedry




Jednym z najpiękniejszych aspektów Anglii są jej katedry.

Kiedy Normanowie, pod wodzą Wilhelma Bękarta, przepłynęli Kanał i wyjaśnili z Anglosasami pewne techniczne kwestie dotyczące sukcesji, przywieźli ze sobą nie tylko język francuski, ale też francuski gotyk. I rozrzucili po wyspach architektoniczne symfonie dorównujące wielkością i pięknem temu, co zostawili na kontynencie. Canterbury, Westminster, Salisbury, Durham, York rzucają nas natychmiast na kolana i po prostu szarpią naszą głową kierując ją w górę ...

Dziś Anglicy nie budują już spektakularnych katedr, lecz - tak jak reszta świata - świątynie nowych kultów: spektakularne biurowce, lotniska i centra handlowe. Miejsce gotyckich arcydzieł nie pozostało jednak puste - zajęła je muzyka. To co wkładano kiedyś w budowę duchowych drapaczy chmur, wkłada się teraz na Wyspach w tworzenie wielkiej muzyki. Mam często wrażenie, że właśnie na tej intensywności i rozmachu polega główna róźnica pomiędzy nutkami wypływającymi z Wysp a tymi z większości innych miejsc: Brytyjczycy po prostu zaprzedali duszę temu ... muzyce. I chcą odebrać nam oddech, nie dać nam szans odmowy, zawłądnąć nami. Nie oczekują po nas, że ich kawałki nam się spodobają - my się mamy na nie nawrócić.

Religijna intensywność tej muzyki jest zapewne konsekwencją tego, że właśnie muzyka stała się dla większości Wyspiarzy substytutem Chrześcijaństwa (pomijam ten czysto pogański: piłkę nożną). Co nie dziwi zresztą, gdyż wszyscy wiemy, że muzyka - obok używek - jest najbardziej naturalnym kandydatem na koło ratunkowe po odrzuceniu religii. Nic tak łatwo jak ona nie wydaje się móc nas na chwilę choćby wyrwać z tego zamkniętego - jak się nam zbyt często wydaje - i śmiertelnego kręgu.

I tak jak kiedyś masoni w skupieniu, wiedzy, umiejętności, szacunku dla najmniejszego detalu i - można mieć wrażenie, że często - oddaniu sprawie układali z architekury porywające koncerty, dziś nieco mniejsze, lecz równie oddane ekipy budują, album za albumem, wspaniałe katedry z melodii i rytmu.

A wieże jednych i drugich - jeśli dobrze się wsłuchać - wskazują ten sam kierunek*...

(*I would say that, wouldn't I?)