Sunday, 6 November 2011

Varsovia Cantat: Kum, kum, kum



Norweżki zdecydowanie wygrały. Przynajmniej w ocenie jury w składzie: ja. Były, nawiasem mówiąc, moimi faworytkami już od wstępnego, opóźnonego i energicznego występu w kościele św. Anny. Zaskoczyło mnie jednak, że Skandynawki tak porywająco i wiarygodnie potrafiły zaśpiewać obcy im, przynajmniej na pierwszy rzut oka, etniczny numer 'Safari'.

Festiwal sprawia wrażenie dość dziwnej mieszanki profesjonalnych, międzynarodowych ambicji i lokalnej, amatorskiej imprezy. Moja ogólna ocena jest jednak z pewnością pozytywna, choćby ze względu na możliwość licznych antropologicznych obserwacji dzięki geograficznemu rozmachowi oferty - od Wenezueli (dziewczyny akurat nie dotarły z przyczyn technicznych) po Rosję, od Norwegii po Słowenię, od Łotewskich uczennic z pierwszych klas podstawówki po Wołomińskich emerytów i od miejsca 12 w rzędzie XIII do miejsca 15 w rzędzie XIII.

Nierówny poziom wykonawców nie był jednak największą słabością konkursu. Większą był brak publiczności. Nie wiem czy w tym mieście aż tyle się dzieje, że ludzie już nie wiedzą za co się kulturalnie zabrać, czy może też oferta Polsatu i TVN jest tak znakomita, że na imprezach taka jak ta zjawia się kilkadziesiąt, a w porywach kilkanaście osób.




*Każdy z chórów musiał mieć co najmniej jedną ludową przyśpiewkę na czteropunktowej liście. Bardzo pouczający pomysł - można było usłyszeć jakbyśmy brzmieli i o czym byśmy śpiewali

(...Kuma sobie siedziała, motek nici zwijała.
kum dziwował się kumie, kum dziwował się kumie,
kum dziwował się kumie, że tak pięknie wić umie.


Kufel piwa zgotował, kumę piwem częstował
i dziwował się kumie, i dziwował się kumie,
i dziwował się kumie, że tak dobrze pić umie.

A po szumnej biesiedzie, kiedy do dom ją wiedzie,
kum dziwował się kumie, kum dziwował się kumie,
kum dziwował się kumie, że nic chodzić nie umie
),


gdybyśmy nie dorobili się kultury.

Przed dziełami takimi jak powyższe czy n.p. 'Sieradzkie Wesele' organizatorzy powinni oferować publiczności szklankę wódki i kawał kiełbasy, co umożliwiłoby słuczaczom głębszą percepcję tych utworów i - być może - dostrzeżenie czegoś, czego na trzeźwo w nich na pewno nie ma.

Jeden z chórów próbował zdobyć słuchaczy podstępem i wprowadził do jednej z tych przed-kulturowych przyśpiewek klasyczny topos 'Piękniej Kasieńki'. Jak wiadomo, wprowadzenie tego eleganciego motywu ze sztuki wyższej automatycznie przenosi dany utwór do wyższej ligi. Tym razem publiczność nie dała się nabrać, z wyjątkiem niewielkiej jej części - rząd XIII, miejsce 12 - która zareagowała na ten trik dziwnymi konwulsjami.

Z braku innych pomysłów, śpiewacy wprowadzili w następnej zwrotce niski topos 'mojego Jasieńka', lecz publiczność przyjęła go także zupełnym chłodem; z wyjątkiem wyraźnej mniejszości (rząd XIII, miejsce - po konwulsjach - 15), która zareagowała na Jasieńka stosunkowo żywiołowo, wbijając zęby w siedzenie przed sobą.