Wednesday, 5 October 2011

Zaraz, zaraz... czy Pan już mi czegoś kiedyś nie sprzedawał?



Ze skrzynki pocztowej wylewa się (nie była
otwierana przez pół dnia) kubik papieru (gdzie są, do cholery, zakichani socjal-demokraci, kiedy ci szkodnicy mogliby być naprawdę przydatni?? niech się odwalą od edukacji niewinnych dziatek [dziatków? - gramatyka naszego ukochanego języka przerasta mój skromny intelekt] i życia seksualnego obywateli [nieodpowiedzialnie popuszczając tej bestii smycz] i niech zrobią wreszcie coś z tymi tonami marnotrawionych lasów!)*.

Większość to ulotki polityczne i Telepizza (płacisz za jedną a dostajesz trzy? - ktoś tam planuje doprowadzić firmę do bankructwa nieodpowiedzialnymi obietnicami - pewnie zatrudnili polityka do marketingu...). Telepizza zostaje skrzętnie zatrzymana. A pozostałe? Jacyś egzaltowani goście namawiają mnie, żebym im zaufał, że mogę im ufać a potem wciskają mi przyspieszające puls slogany, zupełnie wiarygodne frazesy i wielkie, uroczyste obietnice. W sumie coś, za co - w jakimś bardziej patriotycznym i przedsiębiorczym społeczeństwie - groziłby im natychmiastowy odstrzał (sorry - taka jakaś wizja, ale nie ośmielę się jej rozwinąć tutaj).

Wszystkie lądują po kilku sekundach (nie - nie czytałem dokładniej niczego, po prostu przechodziła sąsiadka i ręka zatrzymała się na moment, kiedy mówiłem "Są bobry!") w koszu. Zatrzymałem tylko dwie, brzmiące najwiarygodniej: "Pożyczki od ręki. Dogodne warunki" i "Okna. 70% taniej!"



*może nie jest to najlepiej sklecone zdanie, ale com sobie ponawiasował, tom sobie ponawiasował (kompensuję sobie marne [OK: bardzo marne] oceny z nawiasów na logice)!