Friday, 7 October 2011

Zaraz, zaraz... czy Pan już mi kiedyś czegoś nie sprzedawał?



Rozmawiałem

niedawno o agresywnym i nieuczciwym marketingu z pewną kobietą, która – gdyby studiowała – byłaby studentką Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Kobieta podkreślała potrzebę dokładnego czytania drobnego druku umów, np. dotyczących zakupu bezprzewodowego internetu (dlatego go nie ma). Dowiedziałem się, że radzi sobie sprawnie z niezapowiedzianymi akwizytorami (kiedy odmówiła podpisania kontraktu i facet próbował naciągnąć ją na 'zwrot kosztów podróży', dostał kopniaka w tyłek.

(Znam jednak trochę tę panią i jestem pewien, że nie dobarwiła tej historii: gość musiał dostać z główki, po czym nastąpiło – w stosunkowo krótkim odstępie czasu - uderzenie w krocze; ale mniejsza z akwizytorem – może taki będzie z tego pożytek, że nie dotrze do urny, by zagłosować na Platformę :O!).

Od bezprzewodowego internetu poprzez znakomite garnki doszliśmy naturalnie do demokracji. Pani powiedziała, że kupuje u Tuska.

Nic - nic, nic a nic - nie rozumiem.