
- Teraz biegają po mieście wilki...
Dziewczynka patrzy w noc przez szybę Z-9. Krwiożercze bestie* mogą właśnie skradać się gdzieś na Cmentarzu Wolskim. W głosie małej nie ma strachu. Jest dziwnie dojrzałe pogodzenie się z życiem takim jakie jest. Jakie musi być.
- ... i atakują ludzi. Wiesz, mamo?
Zastygam. Czy kobieta wykorzysta tę szansę i da temu dziecku normalne dzieciństwo?
- Kochanie, w Warszawie nie ma wilków. Wilki żyją daleko, daleko - gdzieś w lasach. I nam nie grożą.
Wszystko zepsute.
Wszystko? Może jednak powiedzieć dziewczynce, że co prawda nie ma tu całych watah, ale jest wilk? Ten jeden. Ten który co miesiąc, po zachodzie słońca a przed wschodem, pożera mężczyznę, kobietę, dziecko i polityka. W tej kolejności. I zostawia tylko jedną kość. Zawsze inną. I że ludzie i politycy będą znikać w niewyjaśnionych okolicznościach przez wieki może jeszcze (bo to nie jest zwykły wilk), dopóki policja nie ułoży z tych kości i kosteczek całego kościotrupa. Ale policja nie doszła jeszcze do tego. I nie dojdzie do tego jeszcze długo...
Decyduję się. Odwracam głowę w stronę małej. Napotykam jej wzrok i ... nic nie mówię.
Ona to wie.
*nie wierzę specjalistom, kiedy zapewniają mnie, że nigdy wilki bez ważnego powodu same nie rzucą się na mnie - widziałem w swoim życiu na własne oczy zbyt wiele filmów.
(the picture: Dark Forbidden Apple Night Wallpaper from layoutsparks.com)