“Mam w dupie nadwiślański
piasek*”, pomyślałem kilka tygodni temu.
Polskę jako państwo można
by zbudować na księżycu, gdyby w ogóle dało się ją zbudować. Mam gdzieś
krajobrazy. Nie interesują mnie one jako Polaka. Co mnie interesuje w Polsce jako państwie to konstytucja – ta
zapisana, zamazana czy też wciąż tworzona w sercach i intelektach pewnej grupy facetów.
Jeśli jest dobra, stworzymy państwo na byle grudzie ziemi; jeśli jest zła – a jest
zła – dajmy przynajmniej szansę następnym pokoleniom i wybierzmy się na dłuższy spacer po
pustyni. „Tak, mam gdzieś mazowieckie sosny!”, prawie wykrzyknąłem na głos.
Dzień czy dwa później nadszedł 15. sierpnia.
(*nie, dajcie spokój - to akurat jest mało śmieszne)