
Niemożność wspólnych (choćby żałośnie) udawanych uśmiechów lub zespołowo (nawet kiepsko) granego oburzenia w Polityce Zagranicznej to - na innej płaszczyźnie - ekwiwalent męża, który biegnie do sąsiadów i krzyczy, że żona go bije. Skandaliczne i nieodpowiedzialne.
Polityka zagraniczna jest testem zdolności państwowej. Właśnie go oblewamy. Rzuciłem dziś (idiota!) uchem na wiadomości; w tle leciało Szkło Kontaktowe (podsłuchiwałem; oglądał ktoś inny). Po pięciu minutach musiałem - musiałem!! - wyskoczć po Luksusową. Żeby się - w pełni uzasadnienie; kiedyś, kurwa, wytoczę proces Kaczorowi i Donaldowi i, plan minimum, odzyskam akcyzę, poprzez którą przez lata utrzymywałem to państwo - schlać.
Tymczasem ktoś w Niemczech i w Rosji robi teraz haczyk przy Polsce i notuje: Goście sobie nie radzą. Potrzebują pomocy.
Zrobiłbym to samo.
(Czy ktoś - typu ludzie ze Szkła - myśli jeszcze, że to jest wciąż zabawa?)