
Dotarłem wczoraj do Wrocławia na czas, by zdążyć odwiedzić kościół w jedyny dzień w roku bez Mszy Świętej. Tym samym pociągiem z Warszawy musiała przyjechać piękna dziewczyna, która mignęła mi kilkakrotnie, kiedy szybkim tempem zmierzałem w stronę zakonu Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu, Mistrza Eckharta i Fra Angelico.
Wychodząc w pośpiechu z tramwaju na placu Dominikańskim zahaczyłem o bagaże tej samej dziewczyny, przeprosiłem, zauważyłem, że jest jeszcze ładniejsza niż myślałem i popędziłem na rozpoczęte już nabożeństwo.
Liturgia Wielkiego Piątku (zwanego trafnie przez anglojęzycznych 'dobrym') to adoracja Krzyża, modlitwa wiernych i przede wszystkim czytania.
Słowa Izajasza były zbyt bolesne i potężne, by o nich tu wspominać: nie przeszłyby przez klawiaturę.
Przy czytaniu Męki Pańskiej młodemu księdzu, narratorowi, załamuje się w pewnym momencie głos i zaczyna łkać.*
Wcześniej, kiedy Jezus mówi Piłatowi o "każdym kto jest z prawdy ...", grający go celebrans zwalnia a w tle pojawia się chór. Miało to wszelkie zadatki, by brzmieć tandetnie. Brzmiało przeszywająco.
W trakcie jednej z pieśni (częściowo po grecku i łacinie), rozejrzałem się po kościele. Dziewczyna stała kilka metrów ode mnie.
*Potwierdza, że dowodem prawdziwości Ewangelii, jest ona sama.