Stało się.
Straciłem wiarę w Polskę.
Wciąż wierzę w nią jako uczące się społeczeństwo (a raczej społeczeństwa), wierzę w nią jako dynamiczne społeczności, wierzę - mocno - w Polskę jako tradycyjną rodzinę i wyznaję Polskę jako ortodoksyjne wyznanie. Ale nie wierzę już w Polskę jako państwo: polskie państwo działa - od zbyt długiego czasu, by to mógł być przypadek - przeciw polskiemu społeczeństwu. Dziś polska polityka jest jak czarna dziura, która wciąga i niszczy bulwersująco dużą ilość lokalnego talentu, czasu, energii, przedsiębiorczości. I nie wiem czy nie tracę też powoli wiary, że kiedykolwiek będzie inaczej.
Ktoś przenikliwy ujął kiedyś to o czym piszę jako 'okupację przez własny rząd'. Znakomite określenie, lecz wydaje mi się, że mimo wszystko zbyt pochlebne dla tych, którzy nas 'okupują'. Okupant - który musiał być bardzo zdeterminowany, skoro przedsięwziął agresję - ma na ogół wyraźnie sprecyzowane, choćby czasem niegodne, cele swojego działania. W tym kraju możemy jedynie mówić o serii chaotycznych i krótkoterminowych - od jednych do drugich wyborów - prób i pozorów administrowania połączonych z też chaotyczną, lecz za to długoterminową i skuteczną grabieżą obywateli.
Nie jestem jeszcze zupełnym przeciwnikiem idei państwa polskiego. Być może warto by kiedyś ten pomysł poważnie i sumiennie wypróbować. Lecz jeśli ktoś się kiedyś na to zdecyduje, nie będę się tym zbytnio ekscytował.
Bo nie o niepodległe państwo w Polsce chodzi.
(zdjęcie: intlalliances.wordpress.com)
