Kanon Biblii jest zamknięty, lecz cały czas powstaje jego druga, popularyzatorska wersja; także natchniona.
("I could stay home every night,
Wait around for Mr. Right.
Take cold showers every day,
And throw my life away,
On a dream that won't come true.
- and, as the canonical version tells us, the opposite is true, of course; but look who's singing and at what moment - and don't write too much into what I just said).
Grease jest częścią tego drugiego kanonu - jest natchnione.*
PS
Dzieło jest dobre, jeśli się po nim dobrze, choćbyś dochodził do siebie pół roku, czujesz. Jest arcydziełem, jeśli pierwszą - lub ostatnią; ale musi być na ważnym miejscu - myślą w twojej recenzji, choćby po pół roku, jest rzeczowe, nie koniecznie hurra-optymistyczne "Alleluja!".
(Ale, cholera, czy na dłuższą metę "Alleluja!" może być inne niż hurra-optymistyczne ?)
*a może chrzanię patetyczne bzdury: może to po prostu mój problem - rzucać się łapczywie na każdą w każdą dobrą historię i dopatrywać się w niej za wszelką cenę dobrej nowiny?