
Komputer jednego z moich bliskich znajomych** jeździ na niemieckim prądzie, za który zpłacił i na pirackiej wersji któregoś z Okien, za którą nie zapłacił. Podziwiamy właśnie takt gości z Doliny Krzemowej (tam podobno mieści się internet) i z Redmond (a tu ma okna na świat).
Znajomy otrzymuje od nich delikatne - choć regularne - chrząknięcia typu: "Komputer mógł paść ofiarą nielegalnego oprogramowania. Kliknij tu, aby uzyskać pomoc", lub "System może być zagrożony ze względu na możliwość...", "Wynik testu oryginalności jest negatywny - [tu zdobyli się na trochę odwagi, ale zaraz psują cały efekt:] czy chciałbyś zrobić coś w tej sprawie teraz?"
Prawdziwi gentlemeni. Przecież mogli napisać po prostu: "Jeśli NATYCHMIAST nie wyciągniesz z kieszeni gotówki, wyślemy Twojej dziewczynie listę stron, na które wchodziłeś w ostatnich trzech dniach; wyślemy Tobie najciekwasze fragmenty jej zapomnianych czatów; a to zdjęcie, które wyrzuciłeś - a przynajmniej tak myślisz - z ulgą rok temu z facebooka, ukaże się w pierwszej dziesiątce odpowiedzi google na pytanie o najgłupszy akt męski po pijaku.
Numer naszego konta to..."
I choć i kumpel jest spłukany i ja (do mnie pierwszego przyszedłby pożyczyć pieniądze), wpłata zostałaby dokonana w przeciągu kwadransa.
*wszystkie imiona i dane personalne zostały ze względów przestępczych zmienione. Ja nazywam się Eustachy Koźliński.
PS Od momentu pojawienia się internetu jestem, pewnie nie jedyny, przekonany o tym, że jest on dla nas pod kilkoma względami nowym, bliższym naszemu docelowemu sposobowi istnienia, etapem doświadczenia; swego rodzaju przygotowaniem ludzkości na pośmierntny etap (ale z nowym ciałem i z nowym oprogramowaniem, jednak - aby zachować naszą tożsamość - zbudowanym na osnowie starego). Teraz zauważyłem kolejny 'post-Ziemski' (w sensie - nie dotyczący starej Ziemi, ale albo okresu między-Ziemskiego lub dotyczącego tej 'nowej', zapowiedzianej w Biblii) aspekt internetu pomocny chyba w lepszym zrozumieniu natury ciągu dalszego: zdolność internetu do zachowywania niuansów przeszłości - i dzięki temu możliwość naszego dostępu do niej - może być namiastką pewnego rodzaju ponadczasowości, lub dostępności do całości czasu i jego zawartości, którą, jeśli się uprzemy, będzie w stanie dać nam Bóg.