
Nikt* mi nawet nie zrobi herbaty.
Siedzę samotny jak pies.
W mieszkaniu jest ciemno - i nie tylko dlatego, że słońce dziś w ogóle nie wzeszło.
Zaklinam myślami telefon.
Ale elektryk nie dzwoni.
Nie mogę poddać się bezczynności więc idę coś z tym zrobić. W pierwszym sklepie nie mają prądu, przynajmniej na wynos. W drugim mają, ale tylko AAA i podobno nie zagotuję na nim wody. Nie poddaję się jednak - kupuję literaturę fachową**. Wezmę elektrona w swoje ręce.
Otwieram zakup z namaszczeniem i wzruszeniem. Minęło jakieś 25*** lat od kiedy ostatni raz kartkowałem coś mającego związek z fizyką (tzn. inny niż to, że było po niej). Wącham kartki. Przyglądam się ilustracjom. Przeciągam ręką po lśniącej okładce. Jeszcze raz wącham kartki. Odkładam książkę. W końcu przełamuję się i zaczynam czytać. Lecz nim docieram do kabli i gniazdek, zniechęcam się się zupełnie do całej dziedziny.
Zaczyna się absurdalnie: “drzewo jest w ruchu wzlędem samochodu.”
Zakładam, że autorzy spróbują ustalić jaki jest stan stanu faktyczny, lecz nie – dla nich liczy się wygoda: „wybierając układ odniesienia, kierujemy się wyłącznie tym, aby opis ruchu w danym układzie był jak najprostszy...”. Co za podejście! Zupełnie pozbawione ambicji. Zostawiam z niesmakiem kinematografikę i posuwam się ruchem przyspieszonym do przodu (a raczej do tyłu – czytając książki zmierzamy do końca a nie początku). I grzęznę w świecie pozorów, układów, niedopowiedzeń i nieoznaczoności. Prawda wydaje się liczyć najmniej, liczy się użyteczność.
O skandalu z prądem wszycy słyszeliśmy, ale okazuje się, że sam atom jest zakłamany: “wiemy, że model Bohra jest nieprawdziwy, ale jest użyteczny...” - świetnie. Nie lepiej jest ze światłem - wszystko jakoś może podlegać zasadzie tożsamości, tylko nie ono.
Zastanawiam się właśnie skąd w ogóle wiemy, że elektron w ogóle jest, skoro nikt nie ma pojęcia gdzie on jest - kiedy miarka się przebiera.
To na czym budowałem - cieleśnie - całe swoje dotychczasowe życie, ba! to na czym stoi i dzięki czemu się kręci - mechanicznie - nasza cała cywilizacja - ma być tylko 'szczególnym przypadkiem' jakiejś egzotycznej, nieziemsko brzmiącej zasady, która przyprawia o zawrót głowy, kiedy się ją pozna****? O, gdybym tylko mógł cofnąć się w czasie i poczuć stary, dobry - i jednoznaczny - uścisk dłoni Izaaka!
(A światło, natauralnie, znowu jest wyjęte spod wszystkich reguł. To ja też, do cholery!, chciałbym w takim razie być światłem!)
Porzucam więc fizykę patrząc smętnie na nagłówek ostatniego rozdziału o szczytowych rzekomo osiągnięciach tej dziedziny w XX wieku - chociaż po tym wszystkim nie powinienem być wcale zdziwiony:
„Relatywizm” .
Thank you very much. Wracam - po ciemku - do meta.
*po pierwsze go nie ma, po drugie - nie lubi mnie, po trzecie - nie ma prądu.
**Fizyka na skróty, Barbara i Michał Zegrodnik, Wydawnictwo Szkolne PWN, stron 96, za jedyne 6zł w lokalnym sklepie
***jak ten czas leci - to już nawet będzie 30.
****tzn. robię takie wstępne założenie, bo nie poznałem