Tuesday, 12 June 2012

1:1 (Błaszczykowski)




Polskaa!  Białoo-czerwonii!*





*żartuję.

Kibicuję oczywiście naszym - te kilkadziesiąt wspólnych lat zrodziło pewne odruchy ale staram się robić to z nietypową dla mnie angielską rezerwą (ale nie porównam mojej relacji z polską piłkarską reprezentacją do tej ze starego angielskiego dowcipu o golfiście i jego grzebanej właśnie żonie). Niepokoi mnie jednak bardzo tak intensywne - i wspierane przez państwo - łączenie emocji narodowych ze sportowymi (słuchając na wrocławskim Rynku Solnym porywających niemieckich bębnów pomyślałem nagle o czasie poprzedzającym I Wojnę Światową).

Pomimo tego niepokoju przyszło mi do głowy, że ‘narodowa’ drużyna piłkarska z prawdziwego zdarzenia mogłaby pełnić rolę skromnego substytutu tak potrzebnej nam ponad-politycznej instytucji integrującej społeczeństwo i ułatwiającej obywatelom identyfikację (nie w ontologicznym sensie) z ‘własnym’ państwem. Idzie oczywiście o monarchię, choćby ceremonialno-symboliczną.

Obawiam się jednak – wyglądając z okna i (prawie) widząc warszawską ‘Strefę Kibica’ - że przy obecnym stanie wyprania mózgów przez … albo nie teraz: jestem już chyba starym zrzędą, ale jeszcze nie aż takim starym zrzędą, żeby przy każdej okazji łupić laską tych zbankrutowanych i bezmyślnych socjal-demokratów.

Wracając do sportu: aby piłkarska reprezentacja naszego kraju mogła wziąć na siebie naprawdę ważną społecznie i – pośrednio - politycznie rolę, polskim futbolem musiałoby się zająć na serio państwo i politycy a nie praktycznie prywatna firma sterowana przez skorumpowanych, małych i nieudolnych trzecioligowców. (Nie, coś w tej myśli nie gra. Muszę rzucić na nią ponownie okiem – ale to po meczu).





PS Być może winny jestem kilku regularnym bywalcom, czyli głównie Oskarowi i Filipowi wyjaśnienie mojego chwilowego zniknięcia, ponieważ mogło im się przydarzyć w ostatnich dniach trafienie w pustkę zamiast we mnie - otrzymają skromny substytut wyjaśnienia już wkrótce.

PS2 Cholera! Kiedy to skrobałem z dala od tv, Błaszczykowski wyrównał (w co - o ile pamiętam - nie wierzyłem).