Po dwóch meczach
zakończonych remisem, z których tylko jeden zasługuje na wzmiankę (ale jeśli ta bramka Błaszczykowskiego nie była piękna, to ja nie wiem co), polska
reprezentacja dostała od kilku komentatorów, w tym chyba także od Maryli
Rodowicz*, przydomek „Niepokonani”.
Świetne podejście. Należy
je rozwinąć. Wyobraźmy sobie nagłówki (ostatnich stron) gazet na tydzień przed rozpoczęciem finałów
piłkarskich mistrzostw świata (jeśli za Waszego – moje już skromnie pominę -
życia uda się kiedyś wytrenowanym w Niemczech polskim piłkarzom zakwalifikować** ):
„Nasza reprezentacja:
wciąż NIEPOKONANI!”
HMS Invicible (w trakcie drobnego epizodu ze, sprawiedliwej w przypadku Brytyjczyków, Wojny Falklandzkiej; statek pozostał jednak niepokonany, a wojna została - przypominam - wygrana przez Królestwo pod kierownictwem wielkiej Małgorzaty Thatcherowej, jak to mawia JKM, w trzydziestym roku panowania dobrej i pobożnej "Obrończyni Wiary"*** Elżbiety II). W 2005 zastąpiony HMS Illustrious.
*zaproszenie Maryli Rodowicz - do której mamy spory respekt i czujemy znaczną sympatię za całokształt - do komentowania meczy piłki nożnej, jest tak niepoważne, że aż czuję się zażenowany komentując to na poważnym blogu.
**ale ogólnie jest spoko#. Nie jestem aż takim zrzędą.
****dawno już nie było tu niczego o obronie Wiary, zatem "wkrótce" (...chociaż nie - w tym przypadku naprawdę wkrótce) coś o tym.
****dawno już nie było tu niczego o obronie Wiary, zatem "wkrótce" (...chociaż nie - w tym przypadku naprawdę wkrótce) coś o tym.
#tylko ze względu na dobry smak i dużą siłę woli powstrzymałem się od dorzucenia "koko"

