
Rzuciłem po raz kolejny okiem na Bachusa i Ariadnę Tycjana, których swego czasu miałem szczęście oglądać regularnie w londyńskiej National Gallery. Nie chcę być banalny i wycinam wykrzykniki. Zwrócę jedynie waszą uwagę na jedno spojrzenie.
W orszaku Bachusa idzie komiczny pod kilkoma względami satyr wymachujący zwierzęcą nogą. Nie zważając na zgiełk i służbowy kontekst decyduje się wysłać jednej z bachantek niepasujące do swojego image i zaskakująco - w przyznaniu się do swojej słabości - szczere spojrzenie. Ta, ze schrzanioną przez Tycjana lub któregoś z pomocników dłonią, podejmuje wzrokowy kontakt. Nie sposób jednak zgadnąć jaki sygnał wysyła. Czy jest to "nic z tego nie będzie i jest mi dziwnie smutno", "coś z tego będzie i dlatego - patrząc na ciebie, drogi - jest mi dziwnie smutno" lub jeszcze coś innego? Ich kontakt wzrokowy jest częścią całego cyklu na tym płótnie.
Każdy patrzy tu na kogoś wymownie: oczy Bachusa ogłaszają, że mu odbiło: jest teraz skrajnie niebezpiecznym, zakochanym bogiem. Ariadna już uchwyciła to spojrzenie i natychmiast zawiązuje się nić. Dezerter Tezeusz jest już przeszłością, choć jej ciało goni go jeszcze rozpędem nagłego romansu i wspólnej nocy na statku (z którego - jeśli nie pamiętacie - kazał ją śpiącą przewieźć na wyspę i porzucić; do dziś psychologowie i historycy nie wiedzą dlaczego). Druga bachantka patrzy z ciekawością i prawie przyjaźnie i na nową żonę - skuteczność oświadczyn Bachusa jest blisko stu-procentowa - swojego guru (to taka niezgrabna aluzja do faktu, że byli niedawno razem w Indiach). Jest pewna, że wróci do niej wcześniej czy później, nie widać więc w jej oczach ani śladu spodziewanej zazdrości. Nawet gepardy są w siebie wpatrzone! Jeśli dla samego Bachusa rytuał jest mniej ważny niż prywatne namiętności, nikt w procesji nie ma zamiaru być świętszy niż bóg.
Jedynie mały satyrek ze swoją uroczą zabawką nie ładuje się w żadne komplikacjogenne relacje i ma czas dla nas. Chyba że właśnie dostrzegł wśród zwiedzających jakąś uroczą przedszkolankę.
PS Dwie ciekawostki. Obraz został najpierw zlecony Rafaelowi, ten jednak miał inne zobowiązania (wobec Stwórcy). Na pierwszym planie zmaga się z wężami muskularny mężczyzna, który sprawia wrażenie jakby był częścią desantu z innego dzieła sztuki. I jest. Z jakiego - dojdźcie sami.