Saturday, 26 March 2011

Lilia lub wino* na depresję (*chłodne zwalcza, ciepłe wywołuje)

Zaniepokojony niezdrowymi pogłoskami krążącymi ponoć w środowisku neuropschychiatrów, samych psychiatrów oraz psychologów, że alkohol nie jest eliksirem na depresję, wkręciłem się na krzywy ryj na konferencję dotyczącą Cymbalty, antydepresyjnego leku produkowanego przez farmaceutycznego giganta Eli Lilly (i zostałem Panem Doktorem; ach, ten urok tytułów - "Panie Doktorze to", "Panie Doktorze tamto").

Profesor Jerzy Vetulani, znany neurobiolog i psychofarmakolog a niegdyś konferansjer w krakowskiej Piwnicy Pod Baranami, wprowadził temat z dużym rozmachem i jeszcze większym tempem - przez pół godziny nie postawił ani jednej kropki i zaledwie kilka przecinków. Zapytałem po jego prezentacji jak do metod klinicznych i farmakologicznych mają się psychoterapeutyczne, nieingerencyjne alternatywy. "Osiągają takie same rezultaty. Ciało i duch są jednym - każda zmiana w umyśle prowadzi do zmian w ciele; każda zmiana w ciele prowadzi do zmian w umyśle", odpowiedział. Mogę się mylić, lecz przedstawiciel Lilly odwrócił się w moją stronę i wydawał się wstrzykiwać mi wzrokiem znacznie wyższą niż dozwolona dawkę Cymbalty.

W przerwie wyciągnąłem z profesora Vetulaniego kilka wyznań filozoficznych. "Czy dopuszcza pan w możliwość istnienia niezależnego od ciała intelektu?", zapytałem. "Nie wykluczam tego, lecz nawet gdyby taka inteligencja istniała, nie miałaby żadnych możliwości wyrażania się. Najbliższy jest mi monizm Spinozy: materia i duch to dwa aspetky tej samej rzeczywistości."

Wyszedłem z konferencji w bardzo złym stanie psychicznym. Winne (nomen-omen) były aspekty somatyczne. Mało mnie już dziwi, lecz wciąż coś wkurza, zwłaszcza jedna rzecz jest eliksirem na moje dobre samopoczucie (tzn. zawsze je rujnuje): tanie, słodkie białe wino. Serwowane na gorąco. By wino miało prawo być słodkie musi mieć dobre - bardzo dobre - usprawiedliwienie a to nie tylko, że go nie miało, ale nawet nie wiedziało o co je pytam.

Zastanawiam się więc czy nie wysłać Lilly propozycji stworzenia stanowiska Chief Wine Executive i nie zaproponować im swojej kandydatury (moje CV jest pod tym kątem adekwatne; a jako dodatkowy atut - wiem coś o depresji). Jestem pewien, że marnują miliony dolarów na głupsze rzeczy.