Profesor Jerzy Vetulani, znany neurobiolog i psychofarmakolog a niegdyś konferansjer w krakowskiej Piwnicy Pod Baranami, wprowadził temat z dużym rozmachem i jeszcze większym tempem - przez pół godziny nie postawił ani jednej kropki i zaledwie kilka przecinków. Zapytałem po jego prezentacji jak do metod klinicznych i farmakologicznych mają się psychoterapeutyczne, nieingerencyjne alternatywy. "Osiągają takie same rezultaty. Ciało i duch są jednym - każda zmiana w umyśle prowadzi do zmian w ciele; każda zmiana w ciele prowadzi do zmian w umyśle", odpowiedział. Mogę się mylić, lecz przedstawiciel Lilly odwrócił się w moją stronę i wydawał się wstrzykiwać mi wzrokiem znacznie wyższą niż dozwolona dawkę Cymbalty.
W przerwie wyciągnąłem z profesora Vetulaniego kilka wyznań filozoficznych. "Czy dopuszcza pan w możliwość istnienia niezależnego od ciała intelektu?", zapytałem. "Nie wykluczam tego, lecz nawet gdyby taka inteligencja istniała, nie miałaby żadnych możliwości wyrażania się. Najbliższy jest mi monizm Spinozy: materia i duch to dwa aspetky tej samej rzeczywistości."
Wyszedłem z konferencji w bardzo złym stanie psychicznym. Winne (nomen-omen) były aspekty somatyczne. Mało mnie już dziwi, lecz wciąż coś wkurza, zwłaszcza jedna rzecz jest eliksirem na moje dobre samopoczucie (tzn. zawsze je rujnuje): tanie, słodkie białe wino. Serwowane na gorąco. By wino miało prawo być słodkie musi mieć dobre - bardzo dobre - usprawiedliwienie a to nie tylko, że go nie miało, ale nawet nie wiedziało o co je pytam.
Zastanawiam się więc czy nie wysłać Lilly propozycji stworzenia stanowiska Chief Wine Executive i nie zaproponować im swojej kandydatury (moje CV jest pod tym kątem adekwatne; a jako dodatkowy atut - wiem coś o depresji). Jestem pewien, że marnują miliony dolarów na głupsze rzeczy.