Saturday, 26 March 2011

Regulatory Impact Analysis

Postanowiłem złożyć wizytę uniwersyteckiej klasie posiadającej i stwierdziłem, że Rektor ma rację praktykując inwestycyjny sceptycyzm wobec Wydziału Filozofii: uprawianie drugiej co do rangi, po Historii Rock'n'Rolla, nauki nie byłoby możliwe w miejscu gdzie nie widać upływu czasu i działa klimatyzacja. Wszytko na Wydziale Prawa i Administracji wydaje się bowiem nierealnie nowe, wypasione, działające i zapewne wymieniane co tydzień. Wejście tam daje poczucie wstąpienia do infrastrukturalnego Elizjum; a w Elizjum jak wiadomo filozofia jest już zbyteczna, gdyż została zastąpiona swoim celem: komfortem. Pretekstem wizyty u moich burżuazyjnych kolegów był wykład dr Wojciecha Rogowskiego z SGH i Instytutu Ekonomicznego NBP, który był gościem Koła Naukowego Analizy Prawa "Ratio Legis".

Zaproszenie zaczynało się "Ile kosztuje ustawa?" i w przekonaniu, że jest to idealny wstęp do niuansów naszej lokalnej polityki, zachęciłem do udziału dwóch młodzieńców o skłonnościach politycznych: "Wpadnijcie koniecznie, temat jest gorący - korupcja w Sejmie: jak załatwić sobie ustawę". Przyszli, lecz byli nieco zawiedzeni. Reszta informacji, której nie doczytałem, brzmiała: "Ocena Skutków Regulacji: geneza, metodologia, praktyka" i rzecz dotyczyła b. pożytecznej procedury wprowadzonej u nas po wejściu naszego kraju do OECD. Nie biorę jednak całej winy za nadinterpretację tytułu - zaglądam przecież czasem do gazet (robię to ukradkiem, gdyż przecież nie wypada interesować się tak wulgarnymi sprawami jak polska polityka). Cieszę się mimo wszystko, że moi młodzi znajomi zajrzeli: zrozumieli ile trudnej i nudnej wiedzy trzeba wchłonąć, żeby zostać prawnikiem. Nie jeździ się najnowszym modelem BMW za friko.

Wykładowca, po świetnym, dynamicznym wstępie, zrzucił nam na głowę stertę niezwykle ważnych i męczących informacji. Dr Rogowski jest wyjątkowo kompetentną osobą do ich zwalania na głowę, gdyż siedzi w tych kwetiach po uszy - przygotowywał m.in. ocenę ustawy o kultowych już chyba OFE. Dane pokazywały, że kiedy wprowadzono omawianą procedurę jej wykonanie graniczyło z dowcipem, lecz nastąpił zdecydowany postęp i dziś jest to już kompletny dowcip. (Odwołuję i przepraszam - to głupi żart, nie mogłem się powstrzymać. Postęp nastąpił w kierunku ODDALAJĄCYM OD DOWCIPU. Chyba piszę to zbyt późno).

Czy jednak - "Zaczyna się!", słyszę. Tak, zaczyna się. - postęp ten jest adekwatny do prędkości tworzenia prawnego bałaganu w Polsce? Nie jest. "Analizy kosztów i skutków ustaw są jeszcze dalekie od zadowalających. Poza tym nie obejmują szeregu typów ustaw, np. poselskich. Rząd korzysta z tej furtki". Co gorsze, na pytanie czy robione są analizy trafności ocen post factum, padła odpowiedź, że nie. "Losy OFE", zauważył dr Rogowski, "są idealnym przypadkiem do takiej analizy. I powinna ona powstać jak najszybciej. Problem w tym, że przypuszczalnie pojawi się ona prędzej w ... Oxfordzie niż w Polsce".

Wykład i krótka dyskusja po nim emanowały atmosferę oświeconego, że tak powiem, pesymizmu charakterystycznego dla spotkań osób, u których poziom wiedzy jest zbyt wysoki zarówno na optymizm jak i ordynarny pesymizm. Zdecydowanie dobrze jednak było zobaczyć grupę zdolnych i ambitnych studentów, którzy byli gotowi oddać swój cenny czas - który w idealnym świecie, bez Sejmu i przestępców, byłby poświęcony ustawowemu piwu - na zdobywanie zaawansowanej wiedzy o chaotycznym wulkanie, który wyrzuca z siebie polskie prawo.

Ich wiedza, dobre chęci a potem sumienna praca zderzą się jednak z demokracją. Dr Wiesław Staśkiewicz (Wydział Prawa i Administracji UW), w znakomitym zamknięciu zwrócił uwagę, że "przeciętnie wdrożenie się w nowe funkcje zajmuje nowej ekipie rządzącej półtora roku. To samo dotyczy posłów". Zostaliśmy jednak potraktowani łagodnie, gdyż dr Staśkiewicz nie przypomniał nam, że ostatni okres kadencji, zwłaszcza mającej się zakończyć wyborczą porażką, jest z pewnością poświęcany przez niektórych - w Polsce z pewnością bardzo nielicznych ;) - polityków na załatwianie szwagrowi i sobie awaryjnych stanowisk w zarządach spółek, teściowi fotela w jakiejś radzie nadzorczej, a kilku zasłużonym dla kraju znajomym pomniejszych synekur, by zapewnić sobie w województwie, a w najgorszym wypadku w powiecie, długowieczną sławę męża stanu*.

*Vide: wiedza ludowa z Mazowsza lub Public Choice z University of Chicago