Nie cierpiąca na niedobór kształtu, mająca czym chodzić 30-stka była zajęta rozmową przez telefon. Dwóch facetów, jej kolegów chyba, wpatrywało się w nią bardzo intensywnie z odległości nie respektującej prywatności rozmowy i z aż zbyt widoczną przyjemnością - nawet na moment nie odrywali od niej wzroku.
Był w ich oczach czysty zachwyt nad pięknem, lecz dominował bezczelnie czytelny akcent pragmatyczny: tak jakby patrzyli na Tycjana, lecz jednocześnie byli przekonani, że można go zabrać do domu oraz (niekoniecznie oni, lecz najchętniej - tak) zjeść.
Po minucie lub dwóch nadjechał autobus. Kobieta zakończyła rozmowę, rzuciła facetom upomnienie oczami, złagodzone dzięki ich bezsłownemu komplementowi, i ruszyła do drzwi. Mężczyźni .... pozostali na przystanku, odprowadzili ją jedynie szarmancko wzrokiem.
Kiedy autobus odjechał, popatrzyli na siebie porozumiewawczo: ten zastrzyk przypadkowo spotkanego piękna wystarczy im na długo, a przy odrobinie szczęścia po południu może trafią na jakiegoś Bronzino.
Kiedy autobus odjechał, popatrzyli na siebie porozumiewawczo: ten zastrzyk przypadkowo spotkanego piękna wystarczy im na długo, a przy odrobinie szczęścia po południu może trafią na jakiegoś Bronzino.