Tuesday, 22 May 2012

Cios w stare, wrażliwe miejsce


Zaraz, zaraz - „Przeprowadzimy Pana przez ulicę”?



Co on, do cholery, miał na myśli?? 

Dlaczego nie Spróbujemy Pana dogonić i oddać Panu krem na trądzik młodzieńczy, który może Panu wypaść, kiedy będzie Pan kiedyś mknął ulicą” lub „Postawimy Panu piwo*” lub choćby proste, instynktowne: "Poczęstujemy Pana skrętem**"?

A może, bezczelny smarkacz, sugerował, że ja wyglądam staro??

(Mam nadzieję, że tamci sumienni policjanci przetrzymali tych typów co najmniej godzinę i sprawdzili nie tylko ich samych, lecz także ich bliższą i dalszą rodzinę. I sąsiadów!***)



PS Teraz w innym nieco świetle widzę pewną nie tak dawną sytuację, kiedy to późnym wieczorem wracałem chwiejnym krokiem tramwajem z intensywnej sesji piwno-prasowej. Siedząca blisko dziewczyna wstała wtedy ze swojego miejsca i patrząc na mnie powiedziała: "Proszę, niech Pan usiądzie". Byłem przekonany, że zwraca się do dziadka, który stał na końcu wagonu a wzrok skierowała na mnie tylko dlatego, że wyglądałem atrakcyjniej. Ani dziadek jednak ani ja nie reagowaliśmy, a dziewczyna wciąż stała i wpatrywała się we mnie. Skorzystałem więc w końcu z jej miejsca przypuszczając, że może tak naprawdę chce tylko usiąść mi na kolanach, więc zabrałem się do potwierdzania wzrokiem, że to dobry pomysł. Mój wzrok musiał jednak być nieco niespójny, bo zmieniła plany, raniąc przy tym moje szczere uczucia.

Teraz jednak - w świetle bezczelnej uwagi tamtego smarkacza - zastanawiam się czy przypadkiem wtedy też nie wyglądałem staro. Cholera, to byłby już drugi raz... Żebym tylko nie wyrobił sobie jakiegoś niepotrzebnego, głupiego zwyczaju...


(... a może niepotrzebnie się zamartwiam i chodzi o śmieszne nieporozumienie: może po prostu jej ojciec też pił.)




*usłyszałby: to se - przez pewnien czas przynajmniej - ne vrati
**OK, to odpada - tam była przecież policja; lub w każdym razie jacyś podejrzani goście, którzy realizowali swoje hobby podszywając się pod policję
***bezczelny smarkacz...