Sunday, 20 May 2012

Kraj ludzi wolnych (i spisanych)



(Których spisujemy?)

W Wielkiej Brytanii (wiem, wiem – co chwilę w W.B. to, w W.B. tamto; ale jestem przecież wielkim brytofilem, innit?) spotyka się – spotkałem ich kilka razy, kiedy mieszkałem w W.B. – gości, których rzekome hobby polega na kręceniu się po stacjach i spisywaniu czegoś związanego z pociągami (tak naprawdę robią to zapewne dla Moskwy); słyszałem też o gościach, którzy – podobno też hobbystycznie - kręcą się w okolicach lotnisk i spisują jakieś dane dotyczące samolotów (założę się, że dla Moskwy).  

W Warszawie natomiast spotykam co rusz facetów, których hobby najwyraźniej polega na spisywaniu przechodniów. 


Zastanawia jednak, że goście ci chodzą w mundurach polskiej policji i wydaje się, że realizują swoje hobby* w godzinach pracy.

Poza tym zwykle mają coś takiego w swoim wyglądzie, że gdybym to ja był policjantem, oni byliby pierwszymi, których bym spisał.





PS Przy wyjściu z małego, podręcznego sklepiku naprzeciwko Teatru Polskiego, podejrzanie wyglądający policjanci (dlaczego oni noszą cały czas te budowlane kamizelki, bez względu czy są na budowie czy nie?) próbują ustalić tożsamość dwóch przyzwoicie wyglądających studentów lub studento-podobnych młodzieńców, którzy najwyraźniej nie nabrali jeszcze PRL-owskiego zwyczaju** noszenia przy sobie dowodu osobistego. 


Poczułem lekką frustrację (jestem w okresie pierwszej starości, zatem ciężką frustrację rezerwuję dla kwestii metafizycznych; już nie ta jurność, panie***…) oraz współczucie dla młodzieży napastowanej przez państwo. Zwolniłem więc.

- Ja ich znam. -  Kłamię w twarz policji. - To niewinni obywatele i, w sumie, przyzwoita młodzież.

Policja ma na tyle klasy, żeby się uśmiechnąć, lecz zbyt mało, żeby pozwolić młodzieży cieszyć się życiem bez ograniczeń . Stwierdzam, że nic więcej nie jestem w stanie osiągnąć, a nie chcę robić z siebie kompletnego idioty – w grę wchodzą przecież studenci a nie studentki – i ruszam dalej.

- Dzięki. Przeprowadzimy pana kiedyś przez ulicę – rzuca za mną jeden z chłopaków.

- Jak zwykle - kłamię po raz drugi. I odchodzę zadowolony, że przynajmniej dzięki bystrości naszej młodzieży uwiarygodniliśmy się nawzajem w oczach władzy. Co jej podejrzanie wyglądający przedstawiciele powinni podkreślić w notatce.



*a jeśli to nie jest hobby to pojawia się pytanie: czy robią to dla Moskwy czy dla Berlina?

**PRL PRL-em, a mój bank, będący w rękach firmy założonej przez T.A.Edisona, podkopał u mnie właśnie wizerunek Ameryki jako the land of the free nie zadowalając się odpowiednim plastikiem, lecz żądając ode mnie dowodu osobistego przed wypłaceniem mi moich pieniędzy! (Chociaż fakt - nie goliłem się od pewnego czasu).


Przez lata bowiem kultywowałem z kilkoma znajomymi ten wizerunek budowany na lekturze kilku fachowych pozycji i – głównie – jednego epizodu z pewnej Hollywoodzkiej produkcji: policjant zatrzymuje na jakiejś highway brawurowego, nonszalanckiego i atrakcyjnie niechlujnego bohatera. „Prawo jazdy, proszę.” Bohater zaczyna przeczesywać – w nieco roztargniony sposób: ma przecież ważniejsze rzeczy na głowie – kieszenie i w końcu wyciąga coś, co wygląda dokładnie jak wymięty bilet Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie, a precyzyjniej – jak połowa biletu. „O! Tu mam kawałek…” Policjant bierze do ręki dokument, przygląda się mu przez chwilę i puszcza bohatera – a my wzdychamy (na melodię The Star-Spangled Banner)Oh, Sweet Land of the Free!  i dorzucamy: „Znajdzie się pała na Generała! Precz z komuną!! Nie ma wolności bez Solidarności!!!”

(Tak, zdawaliśmy sobie sprawę, że to był tylko film; i to film z Hollywood, zatem kompletnie niewiarygodny; poza tym po jakimś czasie nikt z nas nie mógł przysiąc czy policjant sam puścił gościa, czy może to wtedy właśnie zaczęła się dramatyczna końcówka filmu zwieńczona dwudziestoma trupami i czterdziestoma policyjnymi samochodami, jeden na drugim – ale symbol pozostał symbolem. 


Teraz z drugiej strony przypomniałem sobie, że w Wielkiej Brytanii - nie, poważnie - zostałem kiedyś zatrzymany w trakcie podróży furgonetką... a zresztą - innym razem. Nie chcę sprawiać wrażenia, że niczego poza Wyspami w życiu nie widziałem.


I nie widzę...).


***"Panie" w sensie: drogi Panie kolego, a nie w sensie: drogie Panie






fot. Adam Strukowicz, http://www.iswinoujscie.pl