Friday, 9 December 2011

Tylko dla mężczyzn



PYTANIE DLA POLSKI: JAK WYBRAĆ WŁAŚCIWEGO FACETA?


„…nie udało się dojść do porozumienia w trakcie nocnych negocjacji. Dziś politycy usiądą by dopracować to co ustalono”.
(Relacja 'dziennikarki' TVN z Brukseli)


…wiemy, że nocne rozmowy były bardzo burzliwe i doszło do spięć pomiędzy Sarkozym a Cameronem. Teraz jednak wszyscy uśmiechają się do grupowego zdjęcia. To już taka unijna tradycja”.

(Reporter TVN z Brukseli)



Taka Unia jaką znamy dziś nie ma przyszłości, od dawna. W zasadzie nie ma nawet teraźniejszości.

Pomysł takiej integracji jaką obsesyjnie promuje – nie bez kozery oczywiście - część państw Starego Kontynentu, ponaglana przez eurokratów, był od początku błędny. Na tyle błędny, by nie mieć szans sukcesu na dłuższą metę, lecz niestety nie aż tak, by nie móc startować na krótszy dystans. Wystartował więc, biegł ok. 30 lat i właśnie padł.

Czy jego kibice i przede wszystkim sponsorzy są w stanie to uznać? Odpowiedź udzielona wczoraj w nocy* przez premierów państw członkowskich Unii brzmi: jeszcze nie.

Momenty takie jak ten nigdy nie są dobre dla chłopców. To są czasy dla mężczyzn. Tragedią Europy jest to, że ma ich dziś tak niewielu: Angela Merkel, Sarkozy, Cameron i Orban. Nic nie wskazuje, że dołączy do nich Mariano Rajoy, przyszły premier Hiszpanii. Pierwsi dwaj, nawiasem mówiąc, są mężczyznami jedynie dzięki sile, interesom i prężnym elitom swoich krajów, nie ze względu na swoje intelekty i charaktery – te mają słabe.

Połowa tej czwórki, Cameron i Orban, byłaby gotowa i zdolna sprostać wyzwaniu naszych czasów i wyznaczyć nową formę dla odwiecznego zadania Starego Kontynentu: pokojowej współpracy jego narodów; współpracy, która z 'punktu widzenia' historii przynosiła - z krótkimi i tragicznymi przerwami -
fenomenalne owoce, tak materialne jak i kulturalne.

Zagrożeniem dla tej współpracy jest dziś to, że spośród nielicznych mężczyzn wśród państw Unii ci, za którymi stoją najsilniejsze gospodarki i najbardziej bezwzględne interesy (co oczywiste w polityce zagranicznej, kiedy tak duże pieniądze wchodzą w grę) chcą kontynuować przegrany już bieg – i są wspierani przez wszystkich prawie europejskich chłopców i chłopczyków.

Pozycja Polski w tej kluczowej dla następnych kilkunastu, a być może kilkudziesięciu lat chwili jest niejasna. Wydaje się, że jesteśmy chłopczykiem, który zbiera właśnie wszystkie swoje siły, by stać się wreszcie chłopcem. Z pewnością nie jesteśmy mężczyzną. Nic też nie wskazuje na to, że chcemy nim być i jest to chyba poza zasięgiem naszych możliwości.

Bez względu jednak na to czy jesteśmy chłopcem czy chłopczykiem – od dawna i lojalnie trzymamy się spodni niewłaściwych facetów.


PS Miller, na żywo: "Cieszę się, że pan premier Tusk stanął po właściwej stronie".

*kiedy grzeczni chłopcy spali i śnili o D-Day