
Na pograniczu warszawskich Piasków i Chomiczówki leży skrzyżowanie - trzeba przyznać: wyjątkowo wredne – które wyraźnie przerosło gości od planowania ruchu.
Przypuszczam, że w pewnym momencie ktoś w rozpaczy opuścił ręce i zdecydował, że po prostu przetrzyma wszystkich wystarczająco długo, by system wydawał się tak wysoce skomplikowany, że ewidentnie przemyślany, ale zarazem na tyle krótko, by światło zmieniło się jednak na zielone tuż przed tym jak ktoś tkwiący jak kołek na czerwonym będzie tuż, tuż od dojścia do wniosku, że to wszystko nie ma sensu.
By utrudnić tę konkluzję (do której ja jednak doszedłem - rok w Instytucie Fillozofii nie poszedł na marne, chyba), dorzucono kilka ewidentnie absurdalnych układów świateł. Absurdy mają to do siebie, że potrafią wydawać się zagadkami. W konfrontacji z absurdem zapala się często światło ostrzegawcze: „A może tu jest głębsza myśl i tylko ja jestem zbyt głupi, by ją dostrzec? Pomyślmy jeszcze raz...”.
I na to "Pomyślmy jeszcze raz..." zapewne liczyli projektanci ruchu (na jednym z niezliczonej ilości przejść czerwone światło mają np. i samochody i piesi, którzy chcą przejść jeden tylko pas, by dotrzeć do chodnika; tak więc przez minutę lub dwie i jedni i drudzy wpatrują się w bezmyśle światło i intensywnie szukają drugiego dna).
Stałem więc niedawno na jednym z tych nie kończących się czerwonych świateł na tamtym skrzyżowaniu i zacząłem się w duchu przygotowywać się na to, że zastanie mnie tam koniec świata. Kiedy po krótkiej chwili byłem już gotowy, pomyślałem, że cywilizowanie będzie nawiązać rozmowę z współoczekującym mężczyzną, obok którego stanę się świadkiem tej ostatniej historycznej chwili. Nie wiedziałem czy wierzy w koniec świata, więc wymyślem delikatniejsze zagajenie. „Można się tu doczekać śmierci”, rzuciłem głosem sugerującym coś śmiesznego.
Nie otrzymałem żadnej reakcji. Nawet niewielkiego, kurtuazyjnego odsłonięcia zębów w udawanym uśmiechu. Gość stał tak samo sztywny i ponury przed po moim zabawnym komentarzu, jak po. Odwróciłem mocnej głowę i zrozumiałem dlaczego.
Facet nie miał już zapewne zębów i wyglądał tak, jakby miał tam naprawdę doczekać swojej śmierci.