
Zaczynam doceniać historię, którą widziałem*. I chciałbym ją trochę zrozumieć.
Nie wykluczam, że jest to głównie kwestia wieku. Przypuszczam jednak, że stoi za tym coś istotniejszego: pewne rozdziały historii, których początków byłem - dalekim - świadkiem zostały zamknięte, do niedawna, zbyt niedawno a inne domykają się właśnie dziś.
To domknięcie jest ważne. Domyka się bowiem coś, co - przynajmniej na powierzchni – było brzydkie. A dynamiczna brzydota jest niebezpieczna tak dla oka jak i dla intelektu. Staje się bezpieczna dopiero, kiedy zamiera, kiedy przestaje się rozijać, kiedy się krystalizuje. Wtedy można się jej bezpiecznie przyglądać i próbować dopatrywać się w niej czegoś głębszego a może nawet estetyczniejszego.
I mogę się oczywiście mylić (zdarza mi się to często), ale chyba jakiś etap brzydoty kończy się teraz. Nie musi po nim nastąpić nic ładniejszego, ale będzie to już nowa brzydota i inny rozdział; rozdział, którego nie będę przeżywał jak egzaltowany nastolatek (chociaż, znając siebie...), lecz jak wyrachowany, dorosły facet.
I dlatego w ramach rewizji ostatnich trzech dekad, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego słuchałem inaczej niż jeszcze niedawno bym słuchał tego co mówił w Auditorium Maximum prof. Andrzej Friszke, („W pewnym momencie jedynie postawa gen. Jaruzelskiego powstrzymała wcześniejsze wprowadzenie wojska na ulice.”)
Dlatego chciałem obejrzeć film Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka "Towarzysz Generał Idzie na Wojnę" (nie było szansy – aula w Starym BUW-ie była tak nabita, że z trudem można by tam wepchnąć nawet jedną nielegalnie wydrukowaną ulotkę; zdołałem jednak wejść do środka na spotkanie z twórcami i nawet zadać bezsensowne, lecz dla mnie ważne pytanie; ogólnie – brawa dla NZS za zorganizowanie tego!)
Dlatego też dzień później, w tym samym miejscu, słuchałem Adama Michnika („Nie taki miał być rząd solidarnościowy – prywatyzujący i zaostrzający ustawę aborcyjną”, wspominał redaktor; i sensacyjnie* nie zaprzeczył jednej z moich opinii), Konstantego Geberta, a.k.a. Dawid Warszawski, ("Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że wszyscy wszyskto wiedzą, wszystko jest jasne” - to a propos stanu wojennego i jego oceny) oraz dwóch lewicowych gości z Francji, którzy w tamtych latach wspomagali Solidarność. Wszystko to przy sali dalekiej od zapełnienia.
Dlatego chcę dojść czy byłem kompletnym idiotą rozdając ulotki zachęcające do głosowania na „Naszą Basię (Labudę) kochaną” i … Karola Modzelewskiego. Chcę wiedzieć, w którym momencie i w jakim stopniu mnie oszukano – bo na pewno mnie oszukano – a w którym po prostu nie rozumiałem jakie są prawa historii i układ sił. Chcę rozgryźć przy którym kompromisu byłem frajerem, a przy którym przenikliwym patriotą. Chcę wiedzieć czego prawica w tym kraju nie mogła przeskoczyć a czego nie przeskoczyła, gdyż była zbyt głupia i skłócona.
I wreszcie - muszę zrozumieć jak to możliwe, że – tak jak niektórzy mędrcy już wtedy ostrzegali, a my tylko kiwaliśmy głowami wcale tego nie rozumiejąc - wolność bez wartości może być aż tak - i przerażająco dla nas, którzy tyle stawialiśmy na jej potęgę - tak ...bezwartościowa.
*o tym w nowym roku
(ilustracaja z: blog.websitetemplates.bz)