Sunday, 18 December 2011

Syn, dom, drzewo. I państwo



(A na Twoim sztandarze?)

Mówi się, że mężczyna powinien w życiu spłodzić syna, zbudować dom* i zasadzić drzewo. Kolejność jest podobno nieistotna, lecz wg mnie taka akurat ma największy sens, gdyż oddaje - lub narzuca - priorytety. (Poza tym syn, kiedy podrośnie, przyda się jak znalazł na budowie).

Traktuje się tę listę jako zadania, a nawet obowiązki społeczne. Równie ważny jest jednak jest jej aspekt psychologiczny: są pewne postulaty wpisane w mężczyznę, bez zrealizowania których nie tylko będzie postrzegany jako niespełniony, ale – co chyba ważniejsze – będzie się czuć niespełniony.

Czy są to właśnie urwis, nieruchomość i coś zielonego? Potomstwo jest z pewnością na tej liście. Co do domu i drzewa można się spierać. Brakuje na niej jednak jednego, kluczowego moim zdaniem punktu: państwa, a precyzyjniej – udanego państwa.

Jednym z najbardziej ekscytujących aspektów bycia mężczyną jest efektywna współpraca ich grupy. Im trudniejsze zadanie, nad którym pracują, tym większy dreszcz emocji, jeśli jest to sprawna i konstruktywna współpraca. I tym większa satysfakcja, jeśli osiąga się sukces**. W sferze duchowej nie ma ambitniejszego zadania niż budowa kościoła. W sferze świeckiej – niż budowa państwa.

Jak wygląda pod tym kątem sytuacja polskich mężczyn? Niektórzy z nich wyjechali stąd i lojalnie i sumiennie włączyli się w budowę innych państw. Jest to szkoda z perspektywy tych, którzy zostali, lecz nie ma w tym nic złego. (Oczywiście jest zupełnie inaczej, jeśli goście ci włączyli się w budowę innego państwa, np. Rosji lub Niemiec, a zostali tu. A jest takich wielu). Część włączyła się w projetk budowy imperium duchowego. Życzymy im dalszych sukcesów i mniejszej ilości błędów.

Znakomita większość niestety pozostaje niespełniona. Od wieków bowiem wszystko wskazuje, że nie jesteśmy mężczyznami państwogennymi. Staramy się – turdno zaprzeczyć - ale nam nie wychodzi. Miewamy państwo, lecz na ogół jest to państwo działające przeciw obywatelom a nie dla nich, skorumpowane, teoretycznie suwerenne, lecz zbyt często zachowujące się, jakby takim nie było, zdemoralizowane i - jak to bolesne dla nauczyciela - demoralizujące.

Żaden polski facet nie może więc usiąść nad tym testem z czterema pytaniami i z czystym sumieniem odfajkować to, które pyta o państwo.

A nie łudźmy się, że kiedy będziemy rozliczani z historii, nikt nie zapyta o tę kratkę. Czymś ją musimy zapełnić. Zamiast silnego, zasobnego, pokojowego i suwerennego państwa, musimy coś wnieść, zbudować, wymyślić, dać naszym synom, naszemu narodowi, naszemu światu.

Co jest na Twoim sztandarze?


*o ciekawych współczesnych trendach w podejściu do tych postulatów - wkrótce.
**można by powiedzieć, że dla mężczyzn sukcesy w budowaniu państwa i kościoła są osobowościowym, intelektualnym i społecznym orgazmem.

(zdjęcie: http://wilddeor.zhr.pl/blog)