
Postulat, żeby filozofia 'prowadziła badania' jest pułapką - tak czuję. Jest próbą związania filozofii, ograniczenia jej, upodobnienia do nauki - a przez to wtrącenia jej do więzienia. Może jakiegoś obszernego i z wieloma oknami, ale jednak - więzienia.
Problem ten nie opuszcza mnie od kilku dni. Raz zbliżam się do jakiejś jasności w tej kwestii, by postem stwierdzić, że chyba się oddalałem. Być może taka jest już natura rozważań filozoficznych, być może taka jest już słabość mojego umysłu. Ale nim dojdę do pewności choćby w tej ostatniej kwestii, podzielę się kilkoma myślami:
Przy jednym typie filozofowania, pojęcie 'badań'(mówimy o badaniach metodą naukową, badaniach wg jakiejś metody) wydaje się nieadekwatne, ponieważ w takiej filozofii nie zbieramy żadnych danych - mamy je podane na tacy. Są to esencje rzeczy, które ma przy sobie już byle starsze dziecko. Jedyne co rozbimy to analizujemy je a najlepiej wchodzimy w nie, by je lepiej zrozumieć.
Naleganie na uchwycenie czegoś wg jakieś metody a nie bezpośrednio, prowadzi wprost do odrzucenia metafizyki, której materiał jest uchwytny jedynie przez intelekt. Prowadzimy tu 'badania' o tyle, o ile uznamy, że intelekt może obserwować np. transcendentalia.
Z drugiej strony, jeśli nawet odrzucimy możliwość bezpośredniego i głębokiego 'wejścia w rzecz', wtedy 'badania' również nie oddają istoty takiej filozofii. W tym wypadku bowiem sami tworzymy reguły; ba! - sami decydujemy czy to badamy w ogóle istnieje, sami 'powołujemy'rzeczy do istnienia; w sumie w mniejszym, większym lub całkowitym stopniu tworzymy świat.
Jeśli go sami tworzymy, czy musimy go badać? To my powinniśmy go znać od podszewki. Jedyne co robimy - wydaje się - to dopasowujemy inne rzeczy do naszych założeń, do modelu, który arbitralnie wybraliśmy.
Taka filozofia nie jest związana metodą, ona sama ją ustanawia. Często bawi się kilkoma metodami, zmienia je w trakcie, łączy z innymi na próbę.
I wreszcie najważniejsze, co dotyczy chyba obu przypadków:
Jesli filozofia miałaby postępować wg jakieś metody, musiałaby ją otrzymać. A to właśnie filozofia jest tą dziedziną, która nadaje metody, która je ocenia, która je odrzuca.
Kto więc miałby dać filozofii metodę? Kto jest ponad filozofią?