
Zaczynam doceniać historię, którą widziałem*. I chcę wreszcie ją studiować.
Nie wykluczam, że jest to głównie kwestia wieku. Przypuszczam jednak, że stoi za tym coś istotniejszego: pewne rozdziały historii, których początków byłem - dalekim - świadkiem zostały zamknięte, do niedawna, zbyt niedawno a inne domykają się właśnie dziś. A jest w tym przypadku tak jak z gazetą - aktualne wydania potrafią wywołać w głowie więcej zamieszania niż porządku. Często dopiero wczorajsze, a jeszcze lepiej - przedwczorajsze, wydanie pomagaja nam ogarnąć świat wokół nas.
Zorganizowany bunt przeciw reżimowi komunistycznemu w Polsce, powstanie "Solidarności", stan wojenny, Okrągły Stół, pierwsze - częściowo wolne, częściowo ustawione - wybory - to wszystko była do niedawna zbyt 'dzisiejszą gazetą', albo gorzej - nie domkniętym jeszcze numerem. Teraz, staje się gazetą nie tylko zamkniętą a w pewnych sekcjach - wczorajszą.
Pewne wątki były już gotowe do druku spory czas temu - między innymi polityczne przygody związkowców, działających pod szyldem starej panny "S"; zejście ście - z tej większej sceny politycznej - Unii Wyborczej i - w dużej mierze - jej środowiska; szczęśliwe lecz mało znaczące - jak okazało się w kontekście osłabnięcia Stanów Zjednoczonych - wejście do NATO. *W przeciwieństwie do nieszczęśliwego lecz brzemiennego w skutki - w kontekście jej rozpadu - Unii Eruopejskiej).
Dziś domknęły się - lub właśnie domykają się - kolejne. Nastąpiły ważne, być może zaczynające nową epokę zmiany na scenie politycznej. Do Sejmu weszła pierwsza w historii naszego kraju kompletnie nieracjonalna (nawet jak na demokratyczne standardy), New Age'owska partia; szeroko rozumiana (tak szeroko, żeby objąć jej wartkie w Polsce lewicowe nurty) 'Prawica' pożegna się chyba ostatecznie z tymi jej liderami, którzy pamiętają PRL i trudno wykluczyć, że to jej pomoże (zupełnie inny trend niż w najwięszej polskiej partii pop-lewicowej, SLD, która właśnie postawiła na tych, którzy jak najbardziej pamiętają - ba! współtworzyli PRL!). Zbliża się też chyba ważny dla Polskiej debaty społecznej i politycznej udany koniec najdłuższego samobójstwa prasowego w historii Polski - tego, które popełnia, czasem w absurdalny sposób, od wielu lat "Gazeta Wyborcza". Po niefortunnym i diabelnie drogim wejściu do kruszącej się teraz nam na głowy Unii Europejskiej nadchodzi, powoli ale pewnie, czas nowego określenia wizji Polski w polityce międzynarodowej. I wreszczie, zbliżamy się moim zdaniem do jakiegoś punktu krytycznego - coraz więcej obywateli widzi, że demokracja nie ma przyszłości; a precyzyjniej: jeśli będziemy mężnie trwali przy tym ustroju - przynajmniej w dzisiejszej jego formule - Polska nie ma przyszłości.
Tak więc numer specjalny, częściowo już wczorajszy, lokalnego dziennika z wielkim nagłówkiem "Poska - Ostatnie Trzydzieści Lat" jest dla mnie gotowy do lektury.
PS Zapomniałem wspomnieć o dizozaurach i nowych gatunkach w gospodarce oraz o młodych pokoleniach z kompletną ideologiczno metafizyczną sieczką w głowach - dorzucę to tym po komercyjnej przerwie.