
Zaczynam doceniać historię, którą widziałem*. I jestem gotowy, by w końcu coś o niej przeczytać.
Nie wykluczam, że jest to przede wszystkim kwestia dojrzałości**, ale przypuszczam, że stoi za tym coś innego, istotniejszego.*** Ktoś może mnie posądzić o racjonalizowanie zupełnie innych procesów, ale wydaje mi się, że pewne rozdziały historii, których początków byłem - dalekim - świadkiem zamykają się dziś. A dopiero kiedy się domkną, będzie można o nich coś spójnego napisać i - co ważniejsze - spokojnie to przeczytać.
Czy zauważyliście np. jak inaczej czyta się dzisiejszą gazetę od wczorajszej gazety? Obie są ciekawe, lecz przy pierwszej wykrzykujemy coś na głos, kłócimy się z kelnerem, który wszystko źle zrozumiał, wylewamy mu ostentacyjnie kawę na głowę i w końcu - po przewróceniu stolika i odmowie zapłacenia rachunku tak bezmyślnym ludziom - wychodzimy (lub jesteśmy wyrzuceni) z kawiarni.
Wczorajsza, a jeszcze bardziej przedwczorajsza, gazeta jest już za to częścią poważnej pracy historycznej. Wydażenia mogą co prawda w jeszcze mniejszym stopniu układać się sensowną całość, ale wydaje nam się przynajmniej, że rozumiemy dlaczego; lub - będąc w bardziej akademickim nastroju, bo obcowanie z historią zawsze nastraja akademicko - jesteśmy po prostu w stanie to oczywiste czasem 'dlaczego' dostrzec.
Czytamy więc taką gazetę spokojnie, kierując co chwilę wzrok w górę, by snuć uderzające (przynajmniej nas samych) swą głębią historiozoficzne refleksje; rzucamy mądry, enigmatyczny uśmiech kelnerowi - sympatyczemu i niewinnemu w sumie pionkowi wielkich epokowych trendów; ba! wychodząc zostawiamy nawet całkiem hojny napiwek temu głupkowi.
Jest też jeszcze jeden ważny aspekt: artykuły w dzisiejszej gazecie są na ogół jedynie pierwszymi akapitami dłuższych tekstów; tekstów, które często zaczęły się kilka dni, tygodni, miesięcy - a w niektórych przypadkach nawet kilka lat - wcześniej; i które zostaną domknięte za kilka kolejnych dni, tygodni - a czasem lat. Dlatego - o ile nie uczestniczycie na codzień w politycznej grze (czy w cyrku - jeśli tak wolicie to określić), nie inwestujecie na giełdzie (choć tu z kolei dzisiejsza gazeta może być już spóźniona), jeżeli nie musicie akurat dziś powiedzieć gdzieś coś o wczoraj, czytajcie stare gazety!
Jeśli chodzi o mnie, mam w związku z tym rozsiane po kraju, a nawet za granicą, małe, dość chaotyczne niestety, archiwa cennej, starej prasy (zgadza się - rodzina mnie nienawidzi), dzięki którym mogę łatwo wejść w nurt historii a nie w bieżącą pianę na falach. Kiedy ktoś - jakiś kelner na przykład - uprze się już, żeby rozmawiać o aktualnych wydażeniach, i tak mam zawsze na ich temat gotową, trafną i słuszną opinię, nim jeszcze o nich przeczytam.
A w kawiarniach, w których bywam od razu podsuwają mi przedwczorajsze gazety. Kiedy chwytam za dzisiejsze - odmawiają obsługi.
*kwestia wieku, pewnie
**dam głowę, że to tylko starość
***o, tak, tak, dziadku - racjonalizuj dalej